-H-halo? - głos mi się łamie.
-Jess!
-Przepraszam! Tak bardzo przepraszam! Wiem, miałam zadzwonić, ale byłam taka zmęczona...
- czuję, jak łzy po raz kolejny napływają mi do oczu. Dlaczego na wszystko reaguję płaczem?
-Ej, ej! Spokojnie! Tak myślałem, dlatego nie dzwoniłem na Twój telefon. Wiedziałem, że będziesz zmęczona podróżą. - jego ton jest niski.
-To dlaczego dzwoniłeś do mojej mamy? - pytam.
-Mimo wszystko chciałem się upewnić, czy wszystko w porządku.
-To miłe z Twojej strony, u nas wszystko okej. Muszę rozpakować pudła. Możemy umówić się na rozmowę jutro? Wszystko Ci opowiem.
-Okej, do jutra Jess. - po jego tonie głosu dochodzę do wniosku, że na pewno się teraz uśmiecha.
-Do jutra Jacob. - przerywam połączenie.
Gdy odkładam telefon na stolik, mama mi się przygląda.
-Coś nie tak? - rzucam.
-Nie, po prostu pomyślałam, że może chciałabyś pojechać ze mną na małe zakupy? Kupimy dodatki do pokoi, przy okazji pochodzimy po nowej okolicy.
-Hm, w sumie, okej. Będę gotowa za 20 minut.
-Okej, poczekam na dole. - mówi, po czym zmierza w stronę drzwi.
Podchodzę do lustra. Omal co nie podskakuję na widok własnego odbicia. Włosy poczochrane, kreski rozmazane. Wyglądam okropnie. Chyba potrwa to nieco dużej, niż 20 minut.
Wchodzę do łazienki. Zmywam resztki makijażu i nakładam nowy, o wiele delikatniejszy. Włosy prostuję prostownicą. Osobiście wolę siebie w falach, ale tym razem wybrałam proste. Wchodzę do pokoju i wyciągam z szafy czarne rurki i luźną, rozpinaną, białą koszulę. Uwielbiam ten zestaw, jest wygodny, a zarazem elegancki. Na głowę zakładam czarny kapelusz. Mam na ich punkcie bzika.
-Kochanie! Gotowa? - woła mama z dołu.
-Tak, już schodzę. - odkrzykuję.
Chwytam mój telefon i zakładam torbę przez ramię. Wychodząc ostatni raz zerkam w lustro. Wszystko na swoim miejscu.
Przez drogę nikt nie odzywa się słowem. Dlaczego moje relacje z nią są takie słabe? Chciałabym to naprawić, ale nie potrafię. Po tym, jak wyrzuciła tatę z domu, czuję do niej urazę.
-Jesteśmy. - mówi.
Wychodzę z auta. Moim oczom ukazuje się ogromne centrum handlowe. Nie mogę doczekać się, aż wejdziemy.
-Idziesz? - pyta, a ja widzę, że jest już daleko przede mną.
-Tak, czekaj. - biegnę w jej stronę.
W środku jest ślicznie i bardzo jasno. Sklepy ciągną się po obu stronach budynku. Od razu zauważam sklep "Home&You" i ruszam w jego stronę. Wrzucam do koszyka wiele ślicznych ozdób na biurko, parę koców na łóżko, segregatory uporządkowujące do szkoły i parę innych drobiazgów. Płacimy, po czym wchodzimy do innych sklepów. Zanim się oglądamy jest już siedemnasta, a przyjechałyśmy krótko po czternastej.
-Możemy wracać do domu? Mam jeszcze trochę spraw do załatwienia przed jutrzejszym dniem. Chcę być dobrze przygotowana. - pytam.
-Cała Ty, zawsze wszystko w najczystszym porządku. - przewraca oczami, po czym się do mnie uśmiecha.
-To wracamy? - rzucam wymuszany uśmiech.
-Tak, jasne.
W domu zaczynam panikować. Tak bardzo się boję, niby to tylko szkoła, ale jednak. Pakuję się na jutrzejsze zajęcia. Wkładam książki do mojej nowej torby, którą kupiłam dziś na zakupach. Jest ona brązowa i bardzo mi się podoba.
Zerkam na zegar, jest dwudziesta druga. Idę zmyć makijaż i kładę się do łóżka. Nastawiam budzik na szóstą, nie chcę się spóźnić. Przewracam się na drugi bok i od razu zasypiam.
Jestem ciekawa czemu jej mama wyrzuciła ojca z domu hmm? ; >
OdpowiedzUsuńPewnie się kiedyś dowiem xd
A teraz ten pierwszy dzień w szkole. Kogo tam pozna? ^^
Pozdrawiam i czytam dalej ;P
Też jestem ciekawa o co chodzi z Ojcem Jess, ale jak mówisz, że wszystko się wyjaśni to czytam dalej! ; >
OdpowiedzUsuń