niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 15 + BARDZO WAŻNE!

Spojrzałam na moją nogę, z której sączyła się krew. Opadłam na ziemię i natychmiast przyjrzałam się ranie. Noga była rozcięta, a w środku utknął kawałek szkła. Syknęłam z bólu. Chciałam go wyjąć, niestety tylko to pogorszyłam. Było jasne, że Harry najwyraźniej rzucił we mnie czymś szklanym.
- Przepraszam - podszedł do mnie i ukucnął.
- To nic takiego.
- Nie żartuj - ściągnął swoją koszulkę i owinął ją wokół rany, i nie, wcale nie patrzyłam na jego mięśnie.
- Dzięki, więc co się stało? - podparłam się komody i powoli wstałam. - Czemu płakałeś?
- Nie płakałem - parsknął, po czym usiadł na łóżku.
- Jasne - przewróciłam oczami. 
- Dziękuję, że przyjechałaś.
- I tak miałam przyjść z Jacobem - wzruszyłam ramionami.
- Nie zapominaj, że to moja impreza - podszedł do mnie, a ja mocniej złapałam się komody, o którą się opierałam. 
- W każdej chwili mogę wyjść...
- Nie, nie wychodź. Przepraszam - przerwał mi. Kłopotliwie przeczesał dłonią swoje włosy.
- Nie wyjdę, jeżeli powiesz mi co się stało.
- Rozwaliłem przed chwilą pół pokoju.
- To widzę Harry - skrzyżowałam ręce. - Tylko dlaczego?
- Byłem zdenerwowany - podszedł jeszcze bliżej, po czym umiejscowił swoje dłonie na komodzie, o którą się opierałam.
- Na kogo? Za co? - serce biło mi szybciej.
- Na pewnego dupka, który spędził czas z dziewczyną, która powinna go spędzać ze mną - czyżby Mia kogoś miała? Przecież on... On nie może mówić o mnie.
- Jaka jest ta dziewczyna? - przełknęłam ślinę, gdy zaczął całować moją szyję. Złapał mnie za biodra i posadził na komodzie, dzięki czemu jestem na jego poziomie.
- Uparta, ironiczna, wredna... - oderwał się od mojej szyi, po czym zatrzymał swoje usta milimetry przed moimi. - Piękna, zabawna, najlepsza - lekko je musnął.
Usłyszeliśmy dźwięk przekręcanej klamki, dlatego Harry odsunął się ode mnie, a ja zeskoczyłam z drewnianego mebla, jeszcze bardziej raniąc nogę. 
- Jessica? Co ci się stało?! - Jacob podbiegł do mnie i klęknął, łapiąc za nogę. 
- Jest okej, to nic.
- Żartujesz? - wstał i spojrzał na mnie, na Harry'ego, po czym znowu na mnie. - On ci to zrobił?
Nie czekając na moją odpowiedź podbiegł do niego, wziął zamach i uderzył zielonookiego prosto w twarz. Harry runął na ziemię, złapał się za zakrwawiony nos i zaczął się wrednie śmiać. Szybko wstał i nagle oddał cios w szczękę. Tym razem to Jacob znalazł się na podłodze. 
- Stop! - krzyknęłam i stanęłam pomiędzy nimi. - Dość! Słyszycie?! Dość! - zapadła cisza. Było słychać jak ciężko oddychają. Stali pomiędzy mną z zaciśniętymi zębami i pięściami.
- Wychodzę - odparł Jacob i wyszedł, zatrzaskując drzwi za sobą.
- Brawo Harry, brawo! - krzyknęłam, po czym ruszyłam w stronę drzwi, które chwilę później zamknął mi przed nosem.
- Co niby zrobiłem? - uniósł brew.
- Uderzyłeś go? - zadrwiłam.
- On zrobił to pierwszy.
- I co w związku z tym? 
- Nie szukasz w tym sprawiedliwości prawda?
- Potrafisz się tylko mścić na innych, to wszystko, wszystko co potrafisz Harry! - nie odpowiedział. Najwyraźniej przemyślał moje słowa. Spojrzał chwilę później na mnie, a następnie otworzył drzwi i sam wyszedł. Stałam tam chwilę i zrobiłam to co on. Na dole było jeszcze więcej osób, niż wcześniej. Od razu zauważyłam Jacoba, który rozmawiał z... Joshem? O nie, nie, nie. Szybko zbiegłam ze schodów i popędziłam do nich.
- Jacob, tu jesteś! - złapałam jego ramię i spojrzałam na niego z dołu. Posłał mi pytające spojrzenie.
- Kochanie, dawno cię nie widziałem - powiedział Josh.
- Kochanie? - Jacob uniósł brew.
- Tak, tutaj jest inaczej.
- Oh, czyli bywasz tu częściej?
- Tak, zdarza się - spojrzałam na Josha, który tłumił śmiech.
- Jesteś tu tak krótko...
- Wiem - przerwałam mu. Popatrzył na mnie dziwnie, po czym odszedł, więc zostałam sama z Joshem.
Mój wzrok powędrował na schody, na których stał wściekły Harry i rozglądał się. Najwyraźniej czegoś szukał. Gdy zatrzymał się na mnie, zrozumiałam, że chodzi mu o mnie. Widząc, że zmierza pewnym krokiem w moją stronę, złapałam dłoń Josha i narzuciłam ją sobie na ramię, przyciskając głowę do jego boku.
Zanim zdążył podejść, Jacob stanął przede mną i wyciągnął dłoń przed siebie.
- Coś jeszcze? - powiedział poirytowany.
- Właściwie to tak, zamierzam zabrać stąd Jessicę.
- Nie ma mowy. Przyjechała ze mną, odjedzie ze mną. Serio, radzę ci się od niej odczepić, bo niedługo możesz jej więcej nie zobaczyć.
- Co to znaczy? - powiedziałam równo z Harrym, który patrzył na mnie pytającym wzrokiem.
- Potem ci powiem - wysyczał przez zęby.
- Powiedz teraz! - krzyknęłam i odepchnęłam od siebie Josha. - Przepraszam - dodałam, widząc, że prawie zwaliłam go tym z nóg.
- Nie szkodzi, pójdę po coś do picia - przytaknęłam, po czym przeniosłam ponownie wzrok na przyjaciela.
- Jacob powiedz! - stanęłam przed nim, chyba zbyt blisko. Popatrzył na mnie i westchnął ciężko.
- Wyjedź ze mną. Daleko, daleko stąd. O niczym innym nie marzę - złapał moje dłonie. Popatrzyłam na niego zszokowana.
- G-gdzie? - głos mi się łamał.
- Gdziekolwiek sobie wymarzysz, byleby daleko od niego - wskazał palcem Harry'ego, który wydawał się być obojętny na tą sytuację.
- Jacob, ja mam szkołę. Muszę ją skończyć - wyszczerzył oczy. Patrzył na mnie jakąś chwilę, po czym zszokowanie zaczęło zamieniać się w złość.
- Nie szukaj wymówek! Po prostu powiedz, że chcesz z nim tu zostać! - krzyknął z całej siły.
- To nie prawda! Nie chce z nim być, rozumiesz? - oczy robiły mi się szklane, wiedziałam, że jestem bliska płaczu.
- Nie udawaj Jessico! - odwrócił się do mnie plecami, gotowy by odejść.
- Okej, wyjadę z tobą! - krzyknęłam zbyt głośno.
Jacob zatrzymał się w miejscu i spojrzał na mnie. Wielu ludzi stało wokół nas, przyglądając się całej sytuacji.
- Naprawdę? - wydyszał ciężko.
- Tak... - spojrzałam na Stylesa, który przyglądał mi się z zaciśniętymi pięściami. - Naprawdę - podeszłam do przyjaciela, mocno go ściskając.


U W A G A! BARDZO WAŻNE!
Okej... Nie wiem od czego zacząć. Na początku chciałabym was ogromnie przeprosić. Wiem, zachowałam się okropnie. Właściwie po dodaniu ostatniego rozdziału (14), nie sądziłam, że jeszcze tu wrócę. Chciałam was o tym powiadomić, ale się jeszcze wahałam. Nie było mnie tu bardzo, bardzo, bardzo długo. Ostatnio jakoś przypomniało mi się o tym blogu i postanowiłam, że zajrzę na niego. Nie mogłam uwierzyć w to, co czytałam. Dostałam wiele tak ciepłych komentarzy. Dużo osób ponoć zakochało się w historii Jessici i Harry'ego. Jest to dla mnie ogromna motywacja, z resztą zawsze wasze komentarze dawały mi wielkiego kopa. Zauważyłam też, że mimo, iż ostatni rozdział był dodany dawno, to niektórzy nadal tutaj wchodzą.
Jestem wam ogromnie wdzięczna, dziękuję misie, jesteście najlepsi. <3
Ale co dalej?
Mam dla was parę propozycji. Chciałabym, żebyście coś wybrali.
A - Mogę dalej kontynuować to ff, lecz rozdziały będą dodawane rzadko, ponieważ potrzebuję dużo czasu, by nabrać weny twórczej. Dobrze wiecie, że ta historia to kompletna improwizacja. :D
B - Mogę usunąć rozdziały, stworzyć nowy szablon, w pewnym sensie odnowić bloga. Mam pomysł na świetne ff o sprzątaczce, która pracuję w cholernie bogatej posiadłości pana Stylesa. Myślę, że idealnie do tej roli, nadawałaby się Lily Collins. Na tą historię mam o wiele więcej pomysłów i sądzę, że byłoby ciekawsze. Jednak wybór należy do was. Nie ważne co wybierzecie, ja się do tego dostosuję.

COŚ JESZCZE!
Nie pisałam tu długo, ale nie potrafiłabym wytrzymać tyle bez pisania. Przez czas mojej nieobecności tutaj, założyłam wattpada i stworzyłam parę ff, na które was serdecznie zapraszam:
Softening (Harry Styles) - http://www.wattpad.com/story/34984578-softening-h-s
One Problem (Niall Horan) - http://www.wattpad.com/story/36504403-one-problem-n-h
B A D (Zayn Malik) - http://www.wattpad.com/story/37935314-b-a-d-z-m
Typical (Harry Styles) - http://www.wattpad.com/story/40785319-typical-h-s
Dopiero tam zaczynam, więc nie spodziewajcie się czegoś świetnego.
PS: Jeżeli przeczytasz jedno z tych ff i nie przypadnie Ci do gustu, to spróbuj innego. Każde z nich jest zupełnie inne. Może któreś zdobędzie Twoje serce.

Kocham was x

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 14.

- Jacob? - odezwałam się.
- Jessica! Gdzie jesteś? Czekam na ciebie na lotnisku.
- Przepraszam. Siedzę w korkach. Postaram się być najszybciej jak mogę. - tłumaczyłam się.
- Okej, spokojnie. Jeśli chcesz, mogę do ciebie podjechać.
- Nie, nie. Zaraz będę. Daj mi chwilę. - powiedziałam, po czym przerwałam połączenie i schowałam telefon do torebki.
Podziękowałam taksówkarzowi podając mu pieniądze, po czym wyszłam z samochodu i przeciskałam się przez auta, aż doszłam do chodnika. Zaczęłam przyśpieszać tempo, bo byłam już nieźle spóźniona. 
- Gdzie idziesz? - spytał mnie Harry, który zjawił się znikąd obok mnie.
- Na lotnisko. 
- To kawał drogi. 
- No i? - wywróciłam oczami. Wciąż dotrzymywał mi kroku. - A ty gdzie idziesz?
- Z tobą, to jasne. - uśmiechnął się szeroko.
- Jestem umówiona. 
- Z kim? - podniósł brew.
- Z Jacobem. Przyjacielem z Chicago. - oznajmiłam dumnie. 
Parsknął głośno, a ja stanęłam jak wryta. Widząc to zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Co? - spytał.
- Masz z tym jakiś problem? - skrzyżowałam ręce. 
- Oczywiście, że nie. Mam to w dupie. - wzruszył ramionami.
- Świetnie. - uśmiechnęłam się promiennie. - W takim razie żegnam. - ominęłam go i zaczęłam biec.
- Ej, czekaj! - krzyknął, ale skręciłam na zakręcie i kontynuowałam bieg. 

***

- Jacob! - krzyknęłam z całej siły. Pobiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję. Był bardzo wysoki, więc owinęłam nogi wokół jego bioder. Nie przeszkadzało nam to, bo staliśmy tak dłuższą chwilę. 
- Gdzie chcesz iść najpierw? - spytałam, gdy z niego zeszłam.
- Starbucks? - uśmiechnął się.
- Jasne! 
W Chicago zawsze przed lekcjami chodziliśmy do Starbucksa, to taka nasza tradycja. 
Przez całą drogę rozmawialiśmy o tym, co się u nas działo. Oczywiście nie powiedziałam mu wszystkiego, bo nie chciałam zamęczać go moimi problemami. Zajęliśmy miejsca przy oknie. Mieliśmy widok na zwykłą szarą ulicę i zapracowanych ludzi, śpieszących się prawdopodobnie do pracy. Po paru minutach przyszły nasze ciepłe napoje, a my kontynuowaliśmy naszą rozmowę, aż za oknem zrobiło się ciemniej. 
- Gdzie się zatrzymałeś? - spytałam, gdy przepuszczał mnie przez drzwi wyjściowe. 
- Wynająłem mieszkanie. - oznajmił. 
- Na jeden tydzień? Nie łatwiej byłoby w hotelu? 
- Cóż, nie lubię hoteli. Spokojnie, poradzę sobie. - zarzucił rękę na moje ramię. Z minuty było coraz zimniej i ciemniej. Zaczęłam dygotać, bo naprawdę nie lubię zimna i nie mogę doczekać się lata. Jacob musiał to zauważyć, bo zdjął swoją kurtkę i nałożył ją na mnie. Od razu zrobiło mi się cieplej i przestałam się trząść. Mój telefon zaczął wirować w mojej torebce, dlatego wyjęłam go. NOWA WIADOMOŚĆ: 5.
Debil: Możemy się spotkać?
Debil: To ważne.
Debil: Cholera, odpisz.
Debil: Jessica.
Debil: Kurwa, jak chcesz.
Uniosłam brew, ponieważ wszystkie te wiadomości zostały wysłane w tej samej minucie. Czy on oczekiwał, że tak błyskawicznie mu odpiszę? 
- Jacob, przepraszam cię na chwilę, muszę zadzwonić. To pilne.
- Oh, okej, jasne. Poczekam tu.
Skinęłam głową i odeszłam trochę dalej. Szybko wybrałam numer Harry'ego i czekałam, aż odbierze. Po trzech sygnałach odebrał.
- Jessica? - nogi mi zmiękły, gdy usłyszałam jego złamany nos. Wciąż podciągał nosem, co wskazywało na to, że płacze. Co? Harry Styles płacze? Jasne.
- Harry? Co jest?
- Możesz tu przyjechać? Proszę. - nagle wybuchnął mocnym płaczem. Serce zaczęło mi bić szybciej.
- Gdzie? Gdzie jesteś? - spytałam, odwracając się do Jacoba, który patrzył na mnie pytającym spojrzeniem.
- U mnie w domu.
- Jest impreza? - spytałam, mimo, że mogłam usłyszeć głośną muzykę, lekko stłumioną przez jego ryk.
- Ta, proszę, przyjedź. Potrzebuję cię teraz. - wyjąkał.
Wzięłam głęboki oddech, po czym wypuściłam ciężko powietrze. - Zaraz będę. - z tymi słowami schowałam telefon i najszybciej jak mogłam podbiegłam do Jacoba.
- Potrzebuję twojej pomocy. - byłam bardzo zestresowana.
- Co mam zrobić?
- Zawieziesz mnie w jedno miejsce? To bardzo pilne. Przepraszam, że przerywam tak nasze spotkanie, ale to sprawa życia lub śmierci. - zaczęłam się jąkać.
- Tak się składa, że zaraz za rogiem jest moje mieszkanie. Mam w garażu auto, chodź! - złapał mnie za rękę i ciągnął za sobą. Szłam jak najszybciej mogłam, ale moje małe kroczki nie dorównywały jego wielkim. Chwilę później poczułam, że łapie mnie kolka i nie mogę tak szybko iść.
- Jacob... - wyjąkałam.
- Poczekaj tu. Wyjadę.
Posłuchałam go i stałam przed bramą prowadzącą do luksusowego wieżowca. Wow. Dwie minuty później auto zatrzymało się centymetry przede mną, a drzwi pasażera otworzyły się. Szybko wczołgałam się na nie i zapięłam pasy.
Gdy dotarliśmy na miejsce, nie czekając na nic wybiegłam z samochodu i wpadłam przez drzwi do zatłoczonego salonu. Znów to samo.
- Jessica! - usłyszałam za sobą Jacoba, więc natychmiast się odwróciłam.
- Co ty tu robisz? Mówiłam ci, żebyś został w aucie!
- Nie, nie mówiłaś. - uniósł brew. - Gdzie w ogóle jesteśmy? - zaczął rozglądać się po pokoju.
- W najgorszym miejscu na świecie. - westchnęłam.
- Więc co tu robimy? - podszedł bliżej.
- Muszę coś załatwić i proszę, nie zadawaj już więcej pytań.
- Okej. - złapał mnie w pasie. - Jest okej. - uśmiechnął się lekko.
Oparłam głową o jego tors, a on przeniósł ręce na moje ramiona, by lepiej mnie objąć. Zamknęłam oczy, bo naprawdę nie mam zielonego pojęcia co teraz robić.
- Jessica? Co ty tu robisz kochanie? - usłyszałam piskliwy głos za sobą.
- Nina! - odwróciłam się, a Jacob zabrał ręce, bym mogła przywitać się z przyjaciółką.
- Kochanie. Nie powinnaś tu dziś przychodzić. - uśmiechnęła się nerwowo.
- Co jest grane? - zarzuciłam ręce na ramiona, czekając na jej odpowiedź.
- Po prostu... - przerwał jej dźwięk tłukącego się szkła, który prawdopodobnie dochodził z góry.
- Nie idź tam. - ostrzegła Nina, wiedząc, co planuję zrobić.
- Dlaczego?
- Po prostu nie idź, błagam. - zaczęła się nerwowo ruszać na boki.
Zignorowałam to i ominęłam ją najszybciej jak mogłam, wskakując na schody.
- Jessica! - usłyszałam za sobą ich głosy, dlatego przyśpieszyłam.
Bez wahania wbiegłam do pokoju, z którego dochodził dźwięk i zatrzasnęłam za sobą drzwi, ciężko przy tym oddychając. Chwilę później odwróciłam się i poczułam okropny ból w nodze.

Notka: Wiem, wiem, wiem. Zabijecie mnie. Przepraszam, ostatnio naprawdę nie mam czasu, ale staram się jak mogę. Mam nadzieję, że się podoba. Proszę, zostaw motywujący komentarz, możesz to zrobić anoniomowo x

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 13.

- Nie mów mi co mam robić. - parskam.
- Jessica. Obiecałaś mi to. - powiedział surowo.
Spojrzałam na Harry'ego, który patrzył na mnie pytającym wzrokiem.
- Jesteś tam Jessica?
- Tak. - wzięłam głęboki wdech. - Możesz po mnie przyjechać? - kontynuowałam.
- Jasne. Ulżyło mi. Gdzie jesteś?
Poczułam mocne szarpnięcie. Styles wyrwał mi telefon z ręki i przyłożył go do ucha.
- Louis? Jessica się zgubiła, na szczęście akurat przejeżdżałem i ją znalazłem. Zaraz będziemy. - odparł, po czym podał mi komórkę, a ja zakończyłam połączenie.
Harry zaczął jazdę, która minęła w ciszy. Po pięciu minutach zaparkował przed moim domem.
- Dziękuję. - złapałam za klamkę i już chciałam wyjść, gdy powiedział, żebym chwilę została. Przewróciłam oczami, ale spełniłam jego prośbę.
- Słucham? - podniosłam brew.
- Przepraszam za ten pocałunek. - podrapał się po karku.
- Okej. Zapomnijmy o tym.
- Ta. Tak będzie najlepiej. - jego słowa mnie zabolały. Miałam nadzieję, że nie będzie chciał tego zakończyć.
- W takim razie, do zobaczenia. - powiedziałam obojętnie.
- Do jutra.
Wysiadłam z samochodu i szybko pobiegłam w stronę drzwi. Chciałam się zamknąć w pokoju i z nikim dziś już nie rozmawiać, lecz gdy otworzyłam drzwi, od razu wpadłam w ramiona Louisa. Chłopak przycisnął mnie do siebie mocno.
- Przepraszam Louis, tak bardzo przepraszam. - zaczęłam dławić się płaczem.
- Zawsze będę przy Tobie, obiecuję. - pocałował mnie we włosy, po czym wypuścił i zniknął w drzwiach salonu, z którego dochodziły jakieś rozmowy.
Zrzuciłam z nóg szpilki i poszłam za nim. Szczęka opadła mi do ziemi, gdy ujrzałam na kanapie moją mamę rozmawiającą z kobietą, którą widziałam w pierwszy dzień szkoły. Siedziała wtedy za biurkiem koło Harry'ego. To musi być jego mama. Otrząsnęłam się i zerknęłam na stół, przy którym siedział Louis. Uśmiechnął się do mnie niepewnie, po czym wyjął telefon i zaczął coś w nim przeglądać.
- O, Jessica. - usłyszałam głos mojej mamy, więc przeniosłam na nie wzrok.
- Tak? - pisnęłam cicho.
- Podejdź tu i przywitaj się z gościem.
Zrobiłam jak kazała. Wyciągnęłam dłoń w stronę kobiety i lekko się uśmiechnęłam. Nie odwajemnła tego.
- My się chyba znamy? - podniosła brew na mnie, gdy ściskała moją rękę.
- Tak. Pani musi być mamą Harry'ego. - na te słowa kobieta wyraźnie się spięła.
- Jestem jego ciocią. Mama Harry'ego... Ona nie żyje. Zginęła w wypadku lata temu.
- Ojej, przepraszam. - zakryłam usta z przerażenia.
- Nic się nie stało. - powiedziała bez emocji, po czym znów zaczęła rozmawiać z moją matką.
Wyszłam więc z salonu i zmierzałam w stronę schodów, gdy nagle Louis złapał mnie w pasie i obrócił w swoją stronę.
- Będę leciał. Do zobaczenia jutro w szkole.
- Pa Louis. - wspięłam się na palce i cmoknęłam jego policzek. - I dziękuję za wszystko. - uśmiechnął się, a następnie wyszedł przez drzwi frontowe.

***

Zerwałam się z łóżka, gdy usłyszałam dźwięk budzika. Nie mam dziś najlepszego humoru, mimo, że w końcu spotkam się z Jacobem. Miał przylecieć jutro, ale stwierdził, że nie ma po co czekać. Muszę być na lotnisku o 14:00, a zajęcia kończę o 13:35, więc będę musiała się śpieszyć. Postanowiłam, że założę coś bardziej eleganckiego: 


***

- Cześć. - powiedział do mnie Harry, gdy wkładałam książki do szafki. 
Zamknęłam ją i spojrzałam na niego. Opierał się o ścianę. Zilustrowałam go od góry do dołu. Miał na sobie granatowy płaszcz z kożuszkiem, ciemne rurki, a na stopach vansy. Wgapiałam się w niego jeszcze chwilę.
- Chcesz gdzieś wyskoczyć po lekcjach? - przygryzł wagę, czekając na moją odpowiedź. 
- Nie mogę. Poza tym, mieliśmy o tym zapomnieć. - ominęłam go i ruszyłam wzdłuż korytarza.
- Dlaczego nie możesz? - zablokował mi przejście, opierając swoją dłonią o ścianę. 
- Jestem już umówiona. - powiedziałam obojętnie. 
- Z Niną? Emmą? Louisem? - zacisnął zęby, gdy wypowiadał jego imię. 
- Nie. Z resztą nie twoja sprawa. Daj mi przejść. - popchnęłam go mocno i udałam się do klasy na lekcję. 

***
Jest 13:50, a ja siedzę w taksówce, która utknęła w ogromnym korku. Postanawiam więc napisać Jacobowi, że mogę się trochę spóźnić. Wyjmuję telefon, a na wyświetlaczu widnieje napis NOWA WIADOMOŚĆ: 1
Debil: Jak tam randka? 
Ja: Świetnie... 
Debil: Ktoś tu nie ma humoru. :) 
Ja: Siedzę w korku od 10 minut, a ta cholerna taksówka nie ruszyła się nawet o milimetr do przodu.
Debil: Powiedz gdzie jesteś. Przyjadę. 
Ja: Nie zawracaj sobie głowy. Zajmij się lepiej niebieskowłosą zdzirą. :)
Debil: Zamknij się Jessica. 
Zaśmiałam się głośno, zapominając, że siedzę w taksówce z obcym facetem. Już chciałam odpisać, gdy zaważyłam napis: Jacob dzwoni. 
Wzięłam głęboki oddech, po czym odebrałam telefon. 

______________________________________________________________

DOCEŃ MÓJ WYSIŁEK I SKOMENTUJ. TERAZ MOŻESZ TO ZROBIĆ RÓWNIEŻ ANONIMOWO. 
!NEXT = 15 KOMENTARZY!
______________________________________________________________


Notka:
Nie bijcie! Wiem, wiem, wiem. Nie pisałam bardzo długo. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że laptop mi nawala, więc bardzo wolno pisze się rozdziały. Bardzo przepraszam za tak długą przerwę. 
Rozdział dziś trochę krótszy, ale mam nadzieję, że nie najgorszy. Pamiętaj o komentarzu, bardzo motywuje. xx

wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 12.

Wypiłam wszystko, ale wcale nie poczułam się z tym lepiej. Oddałam jej pustą puszkę i powiedziałam, że gdyby mnie potrzebowała to będę w toalecie.
Oparłam ręce o umywalkę, po czym podniosłam wzrok na swoje odbicie. Nie mogę na siebie patrzeć, to nie jestem ja. Sukienki, szpilki, alkohol i imprezy, przecież tego nienawidzę. Przycisnęłam plecy do zimnej ściany i stoczyłam się na ziemię. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam głośno płakać. Nienawidzę siebie. Jestem taką debilką. Mój telefon wibrował w mojej torebce. Wyjęłam go niezdarnie i spojrzałam na ekran. Ledwo widziałam przez słone łzy cieknące z moich oczu. Postanowiłam odebrać.
-H-halo? - wytarłam ręką nos. 
-Płaczesz? - to Harry. Jego delikatny głos sprawił, że po moim kręgosłupie przeleciał dreszcz. 
-Nie. - przygryzłam wargę bardzo mocno, by nie wybuchnąć ponownie płaczem. 
-Gdzie jesteś? 
-Nie Twoja pieprzona sprawa! - krzyknęłam do wyświetlacza.
-Nadal jesteś zła za tamto? Przepraszam, naprawdę. - co w niego wstąpiło? 
-Pierdol się. - parsknęłam i przerwałam połączenie, po czym ponownie się rozpłakałam. Czuję jak alkohol uderza mi do głowy, ale z jednej strony chciałam to zrobić. Musiałam wykrzyczeć się na kogoś. Wstałam i pociągnęłam sukienkę w dół. Podeszłam do lustra, wyjęłam mleczko do makijażu (zawsze noszę je w torebce, tak już po prostu mam) i zmyłam makijaż. Związałam włosy w niezdarnego koka, z którego wystawały pojedyncze loczki. Dlaczego moje włosy muszą się kręcić? Nienawidzę tego. Chwyciłam z umywalki moją kopertówkę i wyszłam z ubikacji. Wszyscy byli już pijani i kleili się do siebie. Z tańczącego tłumu rozpoznałam Ninę, więc ruszyłam w jej stronę. Tańczyła z jakimś kolesiem, którego kojarzę z koła, ale nie znam jego imienia. Zauważyła mnie i przeprosiła go, po czym uścisnęła mnie mocno.
-Płakałaś? - złapała w dłonie moją twarz i zaczęła ją oglądać, jakbym była jakimś eksponatem. 
-Nie. - potrząsnęłam głową, by zrzucić z niej jej ręce.
-I jak się bawisz? 
-Nie najlepiej. Chciałabym już wrócić. 
-Okej, za 10 minut Harry Cię odwiezie. 
-Um, nie dzięki. To są jego urodziny, niech zostanie. Ja wezmę taksówkę. Pa. - wydusiłam szybko i nie czekając na jej odpowiedź pobiegłam w stronę wyjścia. Otworzyłam wielkie drzwi. Zimne powietrze uderzyło w moją twarz. Wciągnęłam je głęboko nosem i założyłam ręce na ramiona, bo było naprawdę zimno. W ogrodzie przed domem było pełno całujących się par, to nawet słodkie. Zauważyłam wolną ławkę, więc usiadłam na niej i wyjęłam mojego iPhone'a. Wystukałam numer Jacoba, po czym przyłożyłam telefon do ucha. Odebrał po 2 długich sygnałach. 
-Jessica? Hej, jak tam? - rzucił ciepłym głosem.
-Hej, w sumie jest źle, a u Ciebie? - oczy robiły mi się szklane. 
-Co jest? - jego ton głosu zmienił się na poważny. 
-To nie jest rozmowa na telefon. Tak bardzo chciałabym Ci wszystko opowiedzieć, ale jesteś tak daleko. Ciężko mi, tęsknię za Tobą. - miałam gdzieś to, że co chwilę kaszlałam przez słone łzy, przez co moja wypowiedź brzmiała bardzo dziwnie. 
-Miałem Ci powiedzieć dopiero jutro, ale przyjeżdżam na tydzień. 
-Żartujesz? Cholera, żartujesz, tak?! - wytarłam polik rękawem sukienki. 
-Nie, naprawdę. Mamy teraz wolne, więc postanowiłem, że zrobię Ci niespodziankę. - odparł.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę! Kiedy wylatujesz? - zapytałam podekscytowana. 
-Pojutrze. Teraz muszę kończyć, bo przerwałem pakowanie. Trzymaj się, potem wszystko mi opowiesz. Pa Jess. - rozłączył się. 
Zadowolona z tego faktu wstałam i przekroczyłam terytorium posiadłości Harry'ego. Szłam wolnym krokiem wzdłuż ciemnej ulicy. Zatrzymałam się i wybrałam numer, by zadzwonić po taksówkę.
-Niech to szlag! - krzyknęłam, kiedy zauważyłam, że nie ma zasięgu. Chciałam zawrócić, ale zauważyłam, że się zgubiłam. Nie mam zielonego pojęcia gdzie jestem, nie poznaję tej drogi. Serce zaczęło walić mi jak młot. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy odchylając głowę do tyłu.
-Dobra. - rzekłam sama do siebie. -Dam radę, mój dom nie może być daleko.
Moje szpilki głośno stukały o chodnik, a ja czułam jak bardzo bolą mnie w nich nogi. Wszędzie panowała ciemność i jedyne światło jakie padało na drogę, wydobywało się z mojej latarki w telefonie. Z minuty na minutę robiło się coraz zimniej i ciemniej. Nie mogłam uwierzyć w to, że jeszcze się nie rozpłakałam, bo zwykle robię to gdy się czegoś boję.
Chwilę później zauważyłam idących w moją stronę chłopaków. Zmrużyłam oczy, by lepiej ich zobaczyć. Mieli na sobie koszulki bez rękawów, na których widniały jakieś loga zespołów. Jeden z nich miał piercing w wardze, a drugi w brwi. Przygryźli wargę, gdy podeszłam bliżej.
-Um, cześć. Wiecie może jak dojść na ulicę...
-Cześć mała, zgubiłaś się? - jeden z nich przerwał mi, podchodząc naprawdę blisko.
-Tak, ja... - nie mogłam skończyć, bo poczułam zimną, zaciśniętą dłoń na moim nadgarstku. Wyrwałam się z uścisku i zamierzałam ich ominąć, ale złapali mnie za biodra i obrócili w swoją stronę.
-Nie uciekaj. - chłopak wyszeptał mi do ucha, po czym przyłożył usta do mojej szyi. Zadrżałam na jego ruch i odsunęłam się szybko, wpadając w ramiona tego drugiego.
-Zostawcie mnie, pro-proszę. - wydusiłam cicho.
-Oj, to dopiero początek. - powiedzieli równo i uśmiechnęli się wrednie.
Okej, teraz serio zaczynam się bać, bardzo.
Wyższy z nich zrobił krok w moją stronę i chciał mnie dotknąć, gdy czarne auto zatrzymało się kilka centymetrów przed nim, blokując mu drogę do mnie. Dobrze znam ten samochód. Drzwi kierowcy otworzyły się, a po chwili wyszedł z nich Harry. Miał na sobie dużą koszulkę koszykarską. Na nogach ciasne, czarne dżinsy, a na stopach granatowe vansy. Wygląda świetnie.


Podszedł do jednego z nich i popchnął go gwałtownie, przez co ten upadł na ziemię. Z przestraszoną miną szybko wstał i otrzepał kolana. Spojrzał na Harry'ego, który zdecydowanie nad nim górował. Skrzyżowałam ręce na piersi i przyglądałam się im. Tym razem nie fatygowałam się, żeby odciągać zielonookiego podczas, gdy zadawał ciosy pięścią. To proste dlaczego, ponieważ A- nie chcę się narażać na to, co zaszło ostatnim razem (chociaż wiem, że to był wypadek) i B- bo po prostu nie chcę. Widziałam jak przestraszeni z opuchniętymi twarzami wieją i znikają za rogiem. Harry stał zdyszany, nie odwrócił się w moją stronę. Jego pięści były wciąż zaciśnięte. Jest wściekły, bardzo wściekły. Chwilę po tym stanęłam przed nim i uniosłam na niego wzrok. Spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałam ulgę. Odetchnął głęboko i złapał moją twarz w swoje dłonie. 
-Nic Ci nie jest? - spytał z troską. 
-Nie zrobili mi krzywdy. 
-Ale chcieli... - znów poczułam, że wzbudza się w nim agresja. 
-Jak mnie tu znalazłeś? 
-Przejeżdżałem akurat. 
-Jasne. - przewróciłam oczami i się uśmiechnęłam, ale on zachowywał poważną twarz.
-Naprawdę. 
-Cóż, dziękuję, za um, za uratowanie mnie. 
-Zawsze do usług. - lekko się uśmiechnął, na co głęboko odetchnęłam z ulgą, bo przez chwilę myślałam, że będę musiała rozmawiać z najpoważniejszym Harrym jakiego znam. -Wsiadaj, ja zapalę. -dodał. 
Wczołgałam się na miejsce pasażera. Zaczęłam dmuchać w ręce i pocierać swoje uda, by się rozgrzać. 
-Jest cholernie zimno. - powiedziałam mu, gdy wsiadał, po czym na moje życzenie podkręcił ogrzewanie. 
Jechaliśmy w ciszy i ciemności, aż w końcu postanowiłam to przerwać. 
-Harry?
-Tak? 
-Nie jest Ci zimno? Jesteś w koszuli bez rękawów. - zauważyłam. 
-Spostrzegawcza jesteś. - uśmiechnął się, na co wywróciłam oczami. -Nie jest mi zimno. - dodał i wbił wzrok w drogę przed nami. 
-Przepraszam. - wymamrotałam szybko i odwróciłam wzrok. 
-Co? Za co? - spojrzał na mnie na chwilę. 
-Um, za to wcześniej? No wiesz, przez telefon. 
-Nie powinnaś pić. 
-To tak jakby nie przez alkohol, to znaczy po części tak, ale...
-Jest okej. - przerwał mi. Nie mogłam rozszyfrować jego spojrzenia. Jest zły? Smutny? Wściekły? Może po prostu ma to gdzieś? Tak, pewnie tak. 
-Nie, nie jest okej! - spojrzałam na niego i odwróciłam się całym ciałem w jego stronę. -Jestem debilką. Nie powinnam Cię oceniać, nie znam Cię, ale bardzo chcę, bardzo chcę Cię poznać Harry. 
Otworzył buzię, ale kazałam mu siedzieć cicho, bym mogła kontynuować, więc od razu ją zamknął. 
-Ja po prostu nie rozumiem co się dzieje. To jest chore. Przyjeżdżam do zupełnie innego miejsca i pierwszego dnia ląduję na imprezie. Zawsze mnie ratujesz, a potem krzywdzisz, upokarzasz. Ja już po prostu nie mogę, nie mogę tak, bo... - nie zdołałam dokończyć, ponieważ złączył nasze wargi. Odwzajemniłam pocałunek, po czym odpięłam pasy i usiadłam na niego okrakiem. W samochodzie było ciemno, ale mogłam ujrzeć jego zielone, przepełnione blaskiem oczy. Złapał mnie za biodra i ponownie zaczął całować, tym razem namiętniej. Z ust przeniósł się na szyję, a ja wciągałam cenne powietrze, którego zaczyna mi brakować. Zostawiał mokre pocałunki na mojej szczęce, po czym znów zjechał do szyi. Zaczął ssać, szczypać i gryźć moją skórę. Ból był do zniesienia. Wplotłam palce w jego loki i lekko ciągnęłam. Jęknął w moje usta, gdy zaczął dzwonić mój telefon. Zeszłam z niego cała zaczerwieniona. Odebrałam komórkę, przykładając ją do ucha. 
-Jeżeli powodem, dla którego nie ma Cię w domu jest impreza urodzinowa Harry'ego, to masz kłopoty. - usłyszałam Louisa po drugiej stronie telefonu. 

______________________________________________________________

DOCEŃ MÓJ WYSIŁEK I SKOMENTUJ. TERAZ MOŻESZ TO ZROBIĆ RÓWNIEŻ ANONIMOWO. 
!NEXT = 20 KOMENTARZY!
______________________________________________________________

Notka: Dziś dość krótki rozdział, za co przepraszam. Nie zapomnij o komentarzu, który niesamowicie motywuje! 

środa, 25 lutego 2015

Rozdział 11.

Louis zamknął za nami drzwi, a ja zrzuciłam buty z nóg. Wziął mnie na ręce i zaniósł po schodach do mojego pokoju, po czym położył mnie na łóżku.
-Zadzwonię do Twojej mamy. Pojechała Cię szukać, na pewno się martwi. 
-Ta. - schowałam twarz w poduszkę. 
-Powinnaś się przebrać. 
Niechętnie wstałam, chwyciłam piżamę i ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic i zmieniłam ubranie. Wyszczotkowałam zęby, po czym uczesałam włosy w niezdarnego koka. 
Gdy wróciłam do pokoju Louis siedział na fotelu. 
-Możesz już jechać, dziękuję za wszystko. - rzuciłam się na posłanie. 
-Zostanę. - uśmiechnął się nerwowo. 
-Co jest? - usiadłam po turecku twarzą do chłopaka. 
-Nic.
-Mów.
-Chodzi o Harry'ego. Dlaczego tam poszłaś? Miałaś się do cholery trzymać od niego z daleka. - schował twarz w dłonie opierając łokcie na swoich kolanach. 
-Tak bardzo Cię przepraszam. - zdjęłam jego obje ręce, by spojrzeć na niego. 
Jego twarz była przepełniona smutkiem i troską. 
-To się więcej nie powtórzy, słowo. - przytuliłam go mocno, na co odwzajemnił gest przyciskając mnie mocniej do swojego torsu. 
Staliśmy wtuleni w siebie.
-Okej, pojadę już. - Louis przerwał ciszę.
-Okej, do jutra.
-Pa Jess. - zamknął za sobą drzwi, a ja wróciłam do łóżka i od razu zasnęłam.

***

Dzwonienie budzika wyrwało mnie ze snu, z którego pamiętam tylko szkolny korytarz i krzyki. Otarłam z czoła krople potu i zerwałam się na nogi. Zeszłam po schodach do kuchni i nalałam szklankę wody. Mama weszła do kuchni. 
-Proszę, nie chcę o tym rozmawiać teraz. - powiedziałam, zanim się napiłam.
-Nie będziemy o tym rozmawiać. - przeszła obok mnie obojętnie. 
Nie mogę jej rozgryźć. Jest zła? 
-Uh. - wydusiłam. 
Nie miałam ochoty na śniadanie, więc wbiegłam na górę do łazienki. Nałożyłam makijaż, umyłam zęby i uczesałam włosy. Wróciłam do pokoju i otworzyłam szafę. Zdecydowałam się na szary top z krótkim rękawkiem i czarne rurki. Chwyciłam telefon i wyszłam z domu na przystanek. 

***

-Jessica! - widziałam w lusterku mojej szkolnej szafki, że Emma biegnie w moją stronę. 
-O, hej. - lekko się uśmiechnęłam, mimo, że wcale nie miałam na to ochoty.
-Hej kochanie! - przytuliła mnie ciepło. -Co Ci się stało w nogę?! - spojrzała w dół.
-To nic wielkiego, naprawdę. 
-Skoro tak mówisz. Idziemy coś zjeść? Louis jest na stołówce. 
-Okej. - zamknęłam szafkę i podążałam korytarzem za nią. Niektórzy rzucali mi dziwne spojrzenia. Mam nadzieję, że chodzi im o moją zabandażowaną nogę. 
Dosiedliśmy się do Louisa, który przeglądał coś w telefonie. 
-Cześć. - schował komórkę do kieszeni. -Jak tam? Jak noga? 
-W porządku. 
Emma podniosła wzrok na nas i uniosła brew. -Powiesz mi w końcu co Ci się w nią stało?
-Wczoraj upadłam i... -spojrzałam na Louisa błagającym spojrzeniem. 
-Upadła na kamień i rozcięła nogę. - próbował mnie ratować. 
-Ściemniacie. A tak poza tym, o co chodziło wczoraj z tym nocowaniem u mnie? - zaczęła stukać paznokciami o stolik.
-Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać. Chcę jak najszybciej zapomnieć. - wzięłam widelec do ręki i zaczęłam bawić się "jedzeniem". Te stołówkowe posiłki są ohydne i nikt nie chce ich jeść.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, dopóki nam nie przerwano. Jakaś dziewczyna podeszła do naszego stolika i spojrzała na mnie. Mogę przysiąc, że gdzieś ją już widziałam. 
-Cześć. Pamiętasz mnie? - spytała. 
-Um, cześć. Nie za bardzo. - wydusiłam cicho.
-Wczoraj wylałam na Ciebie piwo, a właściwie to na Twoją sukienkę. Chciałam się spytać czy wiesz gdzie ją dostanę? Chciałabym Ci ją odkupić. - uśmiechnęła się ciepło.
Spojrzałam na Emmę, której szczęka opadła do ziemi. Rzuciła mi chłodne spojrzenie, założyła swoją torbę na ramię i szybko odeszła. 
-Poczekaj! - krzyknęłam, ale nie raczyła się zatrzymać. 
-Pójdę za nią. - powiedział Louis zostawiając mnie samą z dziewczyną, której imienia nie znam. 
-Oh przepraszam. Czy to moja wina? - jej mina posmutniała.
-Nie, nie Twoja. Usiądź. - pokazałam palcem na miejsce obok mnie, które chwilę potem zajęła.
-No więc? Wiesz gdzie ją dostanę? Przeszukałam chyba wszystkie sklepy, ale nigdzie jej nie znalazłam. 
-Kupiłam ją przez internet. Nie martw się tym, nie musisz jej odkupywać. -oparłam głowę o łokieć. 
-Wiedziałam, że będziesz tak mówiła, ale ja nie zmienię decyzji. Tylko mi to utrudniasz, po prostu powiedz. - rzuciła mi promienny uśmiech. 
-Okej, skoro tak bardzo nalegasz. Mogę sms'em przesłać Ci link do strony, bo teraz nie pamiętam.
-Okej. - podała mi swój telefon, a ja zapisałam w nim swój numer. -Tak w ogóle, to jestem Nina. - wyciągnęła do mnie rękę. 
-Ja jestem Jessica, ale możesz mówić mi Jess. - uścisnęłam jej rękę, po czym oddałam komórkę. 
-Śliczne imię. Muszę lecieć. Widzimy się wieczorem? - spytała wstając.
-Co jest wieczorem? - podniosłam na nią wzrok, ponieważ naprawdę byłam ciekawa.
-Impreza. To jak będzie?
-Oh, nie idę. - znowu zaczęłam bawić się jedzeniem.
-Dlaczego? 
-Muszę się uczyć.
-Nie daj się prosić, będzie fajnie! Proszę? - zrobiła błagającą minę.
-Okej, okej! Tylko nie patrz już tak na mnie. - uśmiechnęłam się, na co się zaśmiała i odeszła.
-Czekaj! 
-Tak? - odwróciła się w moją stronę. 
-Gdzie i o której?
-U Harry'ego, o 19. - poklepała mnie po ramieniu, po czym zniknęła za rogiem. 
Dałam się namówić na kolejną imprezę. Jestem niepoważna, nigdzie nie idę. Nie mogę narażać się na spotkanie Harry'ego. 
Weszłam do sali 20, ponieważ za 5 minut zaczyna się lekcja. Nikogo jeszcze nie było, więc zajęłam swoje miejsce i zaczęłam przeglądać tt w telefonie. Potweetowałam o follow do Ariany Grande. Uwielbiam jej muzykę i mam nadzieję, że pewnego dnia uda mi się pojechać na jej koncert. 
Schowałam komórkę, bo zauważyłam, że ludzie zaczęli wchodzić do sali. Emma usiadła ławkę dalej. Jest na mnie bardzo zła, wiem to. Rozejrzałam się po klasie. Ostatnia ławka przy ścianie była pusta. Dlaczego Harry nie przyszedł? Czy to ma coś wspólnego ze mną, z tym co się wczoraj stało? Dość myślenia o nim. 

***

Jest 18:30, jeszcze drążę. Nie, nigdzie się nie wybieram. Nim się obejrzałam miałam na sobie już białą sukienkę z 3/4 rękawem i czarne szpilki. Weszłam do łazienki, nałożyłam makijaż i całkowicie wyprostowałam włosy. Co ja powiem mamie? Pewnie jest jeszcze zła. Wymknę się jakoś. Zeszłam po cichu na dół i zdjęłam niezdarnie kurtkę z wieszaka, który niestety się przewrócił. 
-Tylko nie pij! - usłyszałam z salonu głos mamy.
Co? Omg.
Wyszłam bez słowa i zadzwoniłam do Niny. 
-Już prawie u Ciebie jestem. - powiedziała pierwsza.
-Okej. - przerwałam połączenie i narzuciłam na siebie moją kurtkę. Nie wiedziałam, że będzie tak zimno. 
Chwilę po tym moim oczom ukazał się samochód, w którym siedziała Nina. 
-Hej. - powiedziałam, gdy wsiadałam do auta.
-Hej, świetnie wyglądasz. - uśmiechnęła się promiennie. 
-Ty też. - odwzajemniłam gest.
-Cieszę się, że dałaś się namówić. To w sumie największa impreza roku!
-Czemu?
-Bo to urodziny Harry'ego. 
Co? Jak? Gdzie? Omg.
-Nie mam dla niego prezentu. - zaczęłam obgryzać paznokcie z nerwów. Taki zły nawyk. 
-Wyluzuj. On nigdy nie chce od nikogo prezentów. 
-Oh. A byłam w ogóle zaproszona? 
-Każdy kto był zaproszony, mógł wziąć ze sobą osobę towarzyszącą. Ty jesteś moją. - uśmiechnęła się. 
-Wiesz kto będzie? - spytałam patrząc na nią.
-Prawie całe miasto. - jej wzrok był utkwiony na drodze. 
-Louis i Emma też? - na moje słowa głośno się zaśmiała. -Co? - dodałam ostro.
-Oni nie chodzą na imprezy. Mówiąc "całe miasto", nie miałam na myśli naszej sztywnej szkoły.
-Oni nie są sztywni! - krzyknęłam, bo naprawdę nie pozwolę ich obrażać.
-Okej, okej. Spokojnie. Na pewno przyjedzie Josh ze swoją siostrzyczką.
-Josh ma siostrę? 
-Ta, ma na imię Mia. Niebieskie włosy, obcisłe ciuchy, zawsze lata wokół Harry'ego. Kojarzysz? 
To ta suka. Oh, nienawidzę jej! Jest siostrą Josha? Współczuję mu.
-Coś mi się obiło o uszy. - przeniosłam wzrok na drogę. 
-Już jesteśmy! - krzyknęła, po czym wyszła z auta. Zrobiłam to samo. Wyjęła papierosa i odpaliła go.
-Czemu palisz? - spytałam zanim rozważyłam tą decyzję.
-Żeby się odstresować.
-Odstresować? Od czego?
-Od wszystkiego. Chcesz jednego? Spróbuj! Cudowne uczucie. 
-Y, nie, dzięki. Możemy już wejść? 
Rzuciła papierosa na ziemię i zgasiła go swoim czerwonym szpilkiem. 
-Okej, chodźmy. - złapała mnie za rękę i ciągnęła za sobą w stronę wejścia.
Impreza nie różniła się niczym od tej, na której byłam ostatnio. Nie było specjalnej, urodzinowej dekoracji, tortu, ani urodzinowych czapeczek. 
-Hej kochanie! - usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się z Niną i ujrzałyśmy Josha, który mocno mnie objął.
-Kochanie? - Nina zaczęła ruszać w moją stronę brwiami z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
Rzuciłam jej tylko spojrzenie mówiące "Potem Ci wyjaśnię." 
Josh puścił mnie ze swojego objęcia, a ja poczułam wibrujący telefon. Wyjęłam go. NOWA WIADOMOŚĆ: 1
Debil: Co Ty tu robisz? 
Ja: Jak miło witasz gości.
Debil: Nie, bardzo cieszę się, że przyszłaś, ale nie rozumiem czemu. Po tym wszystkim?
Ja: Jak widzisz...
Omg, cieszy się że przyszłam. To znaczy, nie interesuje mnie to. 
Debil: Tylko czemu znów z tym dupkiem? 
Ja: Nie jest dupkiem. Skoro tak uważasz, to po co go zapraszałeś? 
Debil: Mia go wzięła.
Oh, Mia.
Ja: Jesteś z nią teraz, prawda?
Debil: Zazdrosna? <wredny uśmieszek>
Ja: Irytujesz mnie! Nie jestem zazdrosna! Żegnam!
Debil: A gdzie życzenia?
Przewróciłam oczami i wrzuciłam telefon to torebki. Nina szła w moją stronę z dwiema puszkami piwa. 
-Oh, nie piję. - powiedziałam, gdy podawała mi jedną z nich. 
-Daj spokój. Zabaw się.
-Nie, naprawdę nie mogę. - byłam stanowcza. 
-Okej, nie wiesz co tracisz. - wzięła duży łyk. 
Oj uwierz mi, wiem. W sumie jedno piwo chyba nie zaszkodzi prawda? 
Wyrwałam jej puszkę z ręki i zaczęłam pić do dna.

PRZECZYTAJ DO KOŃCA!

Pytanie do was:
Chcielibyście, żebym dodawała zdjęcia ubrań, które ubierają bohaterowie? Wolicie zdjęcia wklejone w rozdziały czy w linkach? Czekam na wasze odpowiedzi. 

______________________________________________________________

DOCEŃ MÓJ WYSIŁEK I SKOMENTUJ. TERAZ MOŻESZ TO ZROBIĆ RÓWNIEŻ ANONIMOWO. 
!NEXT = 15 KOMENTARZY!
UWAGA: Chciałabym serdecznie podziękować dwóm osobom, mianowicie:
*Emilii Lisowskiej, za to, że stworzyła wygląd bloga. ♥
*Juliannie Paszt, za niesamowitą motywację do pisania dalszych rozdziałów. ♥
I wszystkim komentującym, jesteście wielcy!
Dziękuję!
______________________________________________________________

Notka: Jak zwykle spóźnione, ale uwierzcie mi, mam naprawdę sporo roboty. Mimo to, mam nadzieję, że wam się podoba. Nie zapomnij o komentarzu. xx