środa, 25 lutego 2015

Rozdział 11.

Louis zamknął za nami drzwi, a ja zrzuciłam buty z nóg. Wziął mnie na ręce i zaniósł po schodach do mojego pokoju, po czym położył mnie na łóżku.
-Zadzwonię do Twojej mamy. Pojechała Cię szukać, na pewno się martwi. 
-Ta. - schowałam twarz w poduszkę. 
-Powinnaś się przebrać. 
Niechętnie wstałam, chwyciłam piżamę i ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic i zmieniłam ubranie. Wyszczotkowałam zęby, po czym uczesałam włosy w niezdarnego koka. 
Gdy wróciłam do pokoju Louis siedział na fotelu. 
-Możesz już jechać, dziękuję za wszystko. - rzuciłam się na posłanie. 
-Zostanę. - uśmiechnął się nerwowo. 
-Co jest? - usiadłam po turecku twarzą do chłopaka. 
-Nic.
-Mów.
-Chodzi o Harry'ego. Dlaczego tam poszłaś? Miałaś się do cholery trzymać od niego z daleka. - schował twarz w dłonie opierając łokcie na swoich kolanach. 
-Tak bardzo Cię przepraszam. - zdjęłam jego obje ręce, by spojrzeć na niego. 
Jego twarz była przepełniona smutkiem i troską. 
-To się więcej nie powtórzy, słowo. - przytuliłam go mocno, na co odwzajemnił gest przyciskając mnie mocniej do swojego torsu. 
Staliśmy wtuleni w siebie.
-Okej, pojadę już. - Louis przerwał ciszę.
-Okej, do jutra.
-Pa Jess. - zamknął za sobą drzwi, a ja wróciłam do łóżka i od razu zasnęłam.

***

Dzwonienie budzika wyrwało mnie ze snu, z którego pamiętam tylko szkolny korytarz i krzyki. Otarłam z czoła krople potu i zerwałam się na nogi. Zeszłam po schodach do kuchni i nalałam szklankę wody. Mama weszła do kuchni. 
-Proszę, nie chcę o tym rozmawiać teraz. - powiedziałam, zanim się napiłam.
-Nie będziemy o tym rozmawiać. - przeszła obok mnie obojętnie. 
Nie mogę jej rozgryźć. Jest zła? 
-Uh. - wydusiłam. 
Nie miałam ochoty na śniadanie, więc wbiegłam na górę do łazienki. Nałożyłam makijaż, umyłam zęby i uczesałam włosy. Wróciłam do pokoju i otworzyłam szafę. Zdecydowałam się na szary top z krótkim rękawkiem i czarne rurki. Chwyciłam telefon i wyszłam z domu na przystanek. 

***

-Jessica! - widziałam w lusterku mojej szkolnej szafki, że Emma biegnie w moją stronę. 
-O, hej. - lekko się uśmiechnęłam, mimo, że wcale nie miałam na to ochoty.
-Hej kochanie! - przytuliła mnie ciepło. -Co Ci się stało w nogę?! - spojrzała w dół.
-To nic wielkiego, naprawdę. 
-Skoro tak mówisz. Idziemy coś zjeść? Louis jest na stołówce. 
-Okej. - zamknęłam szafkę i podążałam korytarzem za nią. Niektórzy rzucali mi dziwne spojrzenia. Mam nadzieję, że chodzi im o moją zabandażowaną nogę. 
Dosiedliśmy się do Louisa, który przeglądał coś w telefonie. 
-Cześć. - schował komórkę do kieszeni. -Jak tam? Jak noga? 
-W porządku. 
Emma podniosła wzrok na nas i uniosła brew. -Powiesz mi w końcu co Ci się w nią stało?
-Wczoraj upadłam i... -spojrzałam na Louisa błagającym spojrzeniem. 
-Upadła na kamień i rozcięła nogę. - próbował mnie ratować. 
-Ściemniacie. A tak poza tym, o co chodziło wczoraj z tym nocowaniem u mnie? - zaczęła stukać paznokciami o stolik.
-Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać. Chcę jak najszybciej zapomnieć. - wzięłam widelec do ręki i zaczęłam bawić się "jedzeniem". Te stołówkowe posiłki są ohydne i nikt nie chce ich jeść.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, dopóki nam nie przerwano. Jakaś dziewczyna podeszła do naszego stolika i spojrzała na mnie. Mogę przysiąc, że gdzieś ją już widziałam. 
-Cześć. Pamiętasz mnie? - spytała. 
-Um, cześć. Nie za bardzo. - wydusiłam cicho.
-Wczoraj wylałam na Ciebie piwo, a właściwie to na Twoją sukienkę. Chciałam się spytać czy wiesz gdzie ją dostanę? Chciałabym Ci ją odkupić. - uśmiechnęła się ciepło.
Spojrzałam na Emmę, której szczęka opadła do ziemi. Rzuciła mi chłodne spojrzenie, założyła swoją torbę na ramię i szybko odeszła. 
-Poczekaj! - krzyknęłam, ale nie raczyła się zatrzymać. 
-Pójdę za nią. - powiedział Louis zostawiając mnie samą z dziewczyną, której imienia nie znam. 
-Oh przepraszam. Czy to moja wina? - jej mina posmutniała.
-Nie, nie Twoja. Usiądź. - pokazałam palcem na miejsce obok mnie, które chwilę potem zajęła.
-No więc? Wiesz gdzie ją dostanę? Przeszukałam chyba wszystkie sklepy, ale nigdzie jej nie znalazłam. 
-Kupiłam ją przez internet. Nie martw się tym, nie musisz jej odkupywać. -oparłam głowę o łokieć. 
-Wiedziałam, że będziesz tak mówiła, ale ja nie zmienię decyzji. Tylko mi to utrudniasz, po prostu powiedz. - rzuciła mi promienny uśmiech. 
-Okej, skoro tak bardzo nalegasz. Mogę sms'em przesłać Ci link do strony, bo teraz nie pamiętam.
-Okej. - podała mi swój telefon, a ja zapisałam w nim swój numer. -Tak w ogóle, to jestem Nina. - wyciągnęła do mnie rękę. 
-Ja jestem Jessica, ale możesz mówić mi Jess. - uścisnęłam jej rękę, po czym oddałam komórkę. 
-Śliczne imię. Muszę lecieć. Widzimy się wieczorem? - spytała wstając.
-Co jest wieczorem? - podniosłam na nią wzrok, ponieważ naprawdę byłam ciekawa.
-Impreza. To jak będzie?
-Oh, nie idę. - znowu zaczęłam bawić się jedzeniem.
-Dlaczego? 
-Muszę się uczyć.
-Nie daj się prosić, będzie fajnie! Proszę? - zrobiła błagającą minę.
-Okej, okej! Tylko nie patrz już tak na mnie. - uśmiechnęłam się, na co się zaśmiała i odeszła.
-Czekaj! 
-Tak? - odwróciła się w moją stronę. 
-Gdzie i o której?
-U Harry'ego, o 19. - poklepała mnie po ramieniu, po czym zniknęła za rogiem. 
Dałam się namówić na kolejną imprezę. Jestem niepoważna, nigdzie nie idę. Nie mogę narażać się na spotkanie Harry'ego. 
Weszłam do sali 20, ponieważ za 5 minut zaczyna się lekcja. Nikogo jeszcze nie było, więc zajęłam swoje miejsce i zaczęłam przeglądać tt w telefonie. Potweetowałam o follow do Ariany Grande. Uwielbiam jej muzykę i mam nadzieję, że pewnego dnia uda mi się pojechać na jej koncert. 
Schowałam komórkę, bo zauważyłam, że ludzie zaczęli wchodzić do sali. Emma usiadła ławkę dalej. Jest na mnie bardzo zła, wiem to. Rozejrzałam się po klasie. Ostatnia ławka przy ścianie była pusta. Dlaczego Harry nie przyszedł? Czy to ma coś wspólnego ze mną, z tym co się wczoraj stało? Dość myślenia o nim. 

***

Jest 18:30, jeszcze drążę. Nie, nigdzie się nie wybieram. Nim się obejrzałam miałam na sobie już białą sukienkę z 3/4 rękawem i czarne szpilki. Weszłam do łazienki, nałożyłam makijaż i całkowicie wyprostowałam włosy. Co ja powiem mamie? Pewnie jest jeszcze zła. Wymknę się jakoś. Zeszłam po cichu na dół i zdjęłam niezdarnie kurtkę z wieszaka, który niestety się przewrócił. 
-Tylko nie pij! - usłyszałam z salonu głos mamy.
Co? Omg.
Wyszłam bez słowa i zadzwoniłam do Niny. 
-Już prawie u Ciebie jestem. - powiedziała pierwsza.
-Okej. - przerwałam połączenie i narzuciłam na siebie moją kurtkę. Nie wiedziałam, że będzie tak zimno. 
Chwilę po tym moim oczom ukazał się samochód, w którym siedziała Nina. 
-Hej. - powiedziałam, gdy wsiadałam do auta.
-Hej, świetnie wyglądasz. - uśmiechnęła się promiennie. 
-Ty też. - odwzajemniłam gest.
-Cieszę się, że dałaś się namówić. To w sumie największa impreza roku!
-Czemu?
-Bo to urodziny Harry'ego. 
Co? Jak? Gdzie? Omg.
-Nie mam dla niego prezentu. - zaczęłam obgryzać paznokcie z nerwów. Taki zły nawyk. 
-Wyluzuj. On nigdy nie chce od nikogo prezentów. 
-Oh. A byłam w ogóle zaproszona? 
-Każdy kto był zaproszony, mógł wziąć ze sobą osobę towarzyszącą. Ty jesteś moją. - uśmiechnęła się. 
-Wiesz kto będzie? - spytałam patrząc na nią.
-Prawie całe miasto. - jej wzrok był utkwiony na drodze. 
-Louis i Emma też? - na moje słowa głośno się zaśmiała. -Co? - dodałam ostro.
-Oni nie chodzą na imprezy. Mówiąc "całe miasto", nie miałam na myśli naszej sztywnej szkoły.
-Oni nie są sztywni! - krzyknęłam, bo naprawdę nie pozwolę ich obrażać.
-Okej, okej. Spokojnie. Na pewno przyjedzie Josh ze swoją siostrzyczką.
-Josh ma siostrę? 
-Ta, ma na imię Mia. Niebieskie włosy, obcisłe ciuchy, zawsze lata wokół Harry'ego. Kojarzysz? 
To ta suka. Oh, nienawidzę jej! Jest siostrą Josha? Współczuję mu.
-Coś mi się obiło o uszy. - przeniosłam wzrok na drogę. 
-Już jesteśmy! - krzyknęła, po czym wyszła z auta. Zrobiłam to samo. Wyjęła papierosa i odpaliła go.
-Czemu palisz? - spytałam zanim rozważyłam tą decyzję.
-Żeby się odstresować.
-Odstresować? Od czego?
-Od wszystkiego. Chcesz jednego? Spróbuj! Cudowne uczucie. 
-Y, nie, dzięki. Możemy już wejść? 
Rzuciła papierosa na ziemię i zgasiła go swoim czerwonym szpilkiem. 
-Okej, chodźmy. - złapała mnie za rękę i ciągnęła za sobą w stronę wejścia.
Impreza nie różniła się niczym od tej, na której byłam ostatnio. Nie było specjalnej, urodzinowej dekoracji, tortu, ani urodzinowych czapeczek. 
-Hej kochanie! - usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się z Niną i ujrzałyśmy Josha, który mocno mnie objął.
-Kochanie? - Nina zaczęła ruszać w moją stronę brwiami z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
Rzuciłam jej tylko spojrzenie mówiące "Potem Ci wyjaśnię." 
Josh puścił mnie ze swojego objęcia, a ja poczułam wibrujący telefon. Wyjęłam go. NOWA WIADOMOŚĆ: 1
Debil: Co Ty tu robisz? 
Ja: Jak miło witasz gości.
Debil: Nie, bardzo cieszę się, że przyszłaś, ale nie rozumiem czemu. Po tym wszystkim?
Ja: Jak widzisz...
Omg, cieszy się że przyszłam. To znaczy, nie interesuje mnie to. 
Debil: Tylko czemu znów z tym dupkiem? 
Ja: Nie jest dupkiem. Skoro tak uważasz, to po co go zapraszałeś? 
Debil: Mia go wzięła.
Oh, Mia.
Ja: Jesteś z nią teraz, prawda?
Debil: Zazdrosna? <wredny uśmieszek>
Ja: Irytujesz mnie! Nie jestem zazdrosna! Żegnam!
Debil: A gdzie życzenia?
Przewróciłam oczami i wrzuciłam telefon to torebki. Nina szła w moją stronę z dwiema puszkami piwa. 
-Oh, nie piję. - powiedziałam, gdy podawała mi jedną z nich. 
-Daj spokój. Zabaw się.
-Nie, naprawdę nie mogę. - byłam stanowcza. 
-Okej, nie wiesz co tracisz. - wzięła duży łyk. 
Oj uwierz mi, wiem. W sumie jedno piwo chyba nie zaszkodzi prawda? 
Wyrwałam jej puszkę z ręki i zaczęłam pić do dna.

PRZECZYTAJ DO KOŃCA!

Pytanie do was:
Chcielibyście, żebym dodawała zdjęcia ubrań, które ubierają bohaterowie? Wolicie zdjęcia wklejone w rozdziały czy w linkach? Czekam na wasze odpowiedzi. 

______________________________________________________________

DOCEŃ MÓJ WYSIŁEK I SKOMENTUJ. TERAZ MOŻESZ TO ZROBIĆ RÓWNIEŻ ANONIMOWO. 
!NEXT = 15 KOMENTARZY!
UWAGA: Chciałabym serdecznie podziękować dwóm osobom, mianowicie:
*Emilii Lisowskiej, za to, że stworzyła wygląd bloga. ♥
*Juliannie Paszt, za niesamowitą motywację do pisania dalszych rozdziałów. ♥
I wszystkim komentującym, jesteście wielcy!
Dziękuję!
______________________________________________________________

Notka: Jak zwykle spóźnione, ale uwierzcie mi, mam naprawdę sporo roboty. Mimo to, mam nadzieję, że wam się podoba. Nie zapomnij o komentarzu. xx


niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 10.

Czułam jak ciężko dyszy w moje usta. Czułam jego lekko chłodny oddech. Czułam... Nie! Nie mogę. Odepchnęłam go mocno, przez co wpadł na ścianę. Miał na sobie prześwitującą, białą koszulę z wycięciem w kształcie litery V. Było przez nią widać dobrze wszystkie jego tatuaże. Na nogach miał czarne dżinsy, które idealnie opinały jego nogi, a na stopach czarne nike.
-Silna jesteś. - uśmiechnął się wrednie robiąc krok w moją stronę.
-Jesteś nienormalny. O co tutaj chodzi? Jeszcze rano próbowałeś mnie obronić, przynajmniej tak myślę, potem upokorzyłeś mnie przy całej szkole, pobiłeś kolesia, który próbował mnie pocałować, a teraz... - nie zdążyłam dokończyć, bo przyłożył swój palec do moich ust.
-Za dużo gadasz. - złapał mnie w pasie.
-Łapy przy sobie. - niezdarnie je zrzuciłam.
Odwróciłam się do niego tyłem i oparłam ręce na umywalce. Po raz kolejny mój telefon zabuczał.
Josh: Gdzie jesteś? 
Ja: W toalecie. Jakaś laska wylała na mnie piwo, a plama nie chce zejść. Możesz mnie zabrać do domu?
Josh: Oh, przykro mi, ale trochę wypiłem. Nie jestem w stanie prowadzić, zostaję tu na noc.
-Świetnie! - wrzasnęłam do komórki zapominając, że Harry tu jest.
Podniósł brew i wyrwał mi telefon z rąk.
-Kiepsko. - zaśmiał się. Przewróciłam oczami i zabrałam to co moje, po czym wyszłam.
Debil: Czemu uciekasz? Nie podoba Ci się moje towarzystwo? 
Ja: Muszę znaleźć kogoś kto mnie odwiezie...
Debil: Nie dramatyzuj księżniczko. Potem Cię odwiozę, teraz zapomnij o tym i trochę się rozluźnij.
Ja: Pijany raczej daleko nie zajedziesz. 
Debil: Nie piję. Nie dziś. 
Ciekawe co to za okazja. Co ja mam teraz robić? Postanowiłam poszukać Josha i zobaczyć co robi. Nie zajęło mi to długo, siedział na dywanie w kole z jakąś grupą ludzi, których nie znam. Chwila. Rozpoznałam siedzącą koło niego laskę. To ta zdzira, która stała na korytarzu z Harry'm. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się chamsko.
-Ładna plama! - rzuciła, na co wszystkie oczy skierowały się na mnie i moją sukienkę.
-Daruj sobie te riposty. - wszyscy dookoła zaczęli buczeć wytykając ją palcem.
Przewróciła oczami i podeszła do mnie.
-Czego tu szukasz? To jest impreza, a nie biblioteka. - zaczyna działać mi na nerwach.
-O przepraszam, myślałam, że to impreza dla normalnych ludzi, a nie striptizerek. - uśmiechnęłam się do niej promiennie.
-Taka odważna jesteś? Hm... To może zagrasz z nami w butelkę?
Jak w to się gra? Chyba tylko ja tego nie wiem.
-Okej. Zagram. - rzuciłam jej chłodne spojrzenie.
-Nie, nie zagrasz. - ten głos.
Odwróciłam się i ujrzałam stojącego przede mną Harry'ego.
-Bo co? - parsknęłam.
-Właśnie, bo co? - dodała "dziewczyna" podnosząc na niego brew.
-Bo chciałaś jechać do domu. - złapał mnie za nadgarstek, po czym ciągnął mnie w stronę wyjścia.
Wyrwałam się z jego objęcia.
-Chciałam, teraz już nie chcę. Miałam się rozluźnić, więc proszę bardzo. - odwróciłam się i dołączyłam do koła. Harry usiadł pomiędzy mną a Joshem. Dupek.
Zaczęło mi się kręcić w głowie, gdy przypomniałam sobie, że przecież nie umiem w to grać. Świetnie. Przegapiłam szansę na szybki powrót do domu, ponieważ panna Brian musiała pokazać swoją stanowczość.
-Wyjaśnię jeszcze raz zasady, tak w razie co. - powiedział Josh patrząc na mnie. Czułam jak policzki mi płoną i stają się czerwone jak burak. -No więc kręcimy butelką, to w sumie bardziej pytanie lub wyzwanie, po prostu gramy z butelką, żeby było ciekawiej.
Okej, myślę, że kumam. To nie może być trudne.
-Kto zaczyna? - zapytałam.
-Ja. - odezwał się jakiś chłopak w okularach, który bez wahania zakręcił butelką.
Wypadła na... NA MNIE. Szczęście mnie dzisiaj nie opuszcza widzę.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Pytanie. - odparłam krótko, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Super.
-Okej. No więc... Z iloma facetami spałaś?
Mogłabym przysiąc, że słyszałam jak staje mi serce. Wszystkie oczy patrzyły prosto na mnie. Chcę natychmiast stąd zniknąć...
-No dalej... - pośpieszyła mnie jakaś laska siedząca obok mnie.
-Z nikim. - wydusiłam i spuściłam głowę na dół. Myślałam, że wszyscy będą się ze mnie śmiać, na szczęście zrobił to tylko Harry i dziewczyna, która puściła mu oczko.
-Okej, teraz Ty. - Josh przysunął butelkę bliżej mnie, a ją nią zakręciłam. Wypadło na Harry'ego. Uśmiechnęłam się podle pod nosem.
-Pytanie. - odparł od razu.
-Okej. Hm... Z kim z tego kręgu byś się umówił? - chciałam walnąć się w głowę za tak płytkie pytanie.
Spojrzał na mnie i podniósł brew. -Nie umawiam się z nikim.
-Dlaczego?
-Twoja ilość możliwych pytań się wyczerpała. Teraz ja kręcę.
Po raz kolejny wypadło na mnie.
-Czy ona nie jest przypadkiem zepsuta? - westchnęłam.
-Wyzwanie czy wyzwanie? - na usta wkradł mu się wredny uśmieszek, który tak dobrze znam.
-Ale śmieszne. - przewróciłam oczami. -Wyzwanie.
Wszyscy wydawali się być zszokowani moim słowem.
-Weź łyk piwa. - podał mi pełną butelkę.
Nie dam rady. Nie dam rady. Nie dam ra... dam!
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam pić. Smak był okropny, ale chciałam pokazać wszystkim, że nie boję się tego zrobić.
-Dobra, dobra! Starczy! - wyrwał mi napój z ręki.
-Oddaj! - byłam stanowcza.
-On ma racje kochanie. - odezwał się Josh. Na te słowa Harry podniósł na niego brew.
Mój telefon zadzwonił, a ja nie odchodząc od innych odebrałam go.
-Jessica, gdzie jesteś? Jestem u Ciebie. Twoja mama powiedziała, że idziesz do Emmy, a ona powiedziała, że się nie umawiałyście. - to Louis.
-Oj Louis, przyjacielu ty mój. Wyluzuj stary. - co ja wygaduję? Przecież to było jedno piwo.
-Piłaś coś?!
-Może. - zachichotałam.
-Gdzie jesteś? Podaj adres, zaraz tam będę.
-Harry, jaka to ulica? - spytałam półprzytomna.
-Harry tam jest?! Jess, obiecałaś... - odezwał się głos z telefonu.
Chłopak podniósł brew.
-Co obiecałaś? - podszedł do mnie.
-Ja, ja... - wziął komórkę, którą trzymałam w ręce. -Co chcesz? - parsknął przykładając urządzenie do ucha.
-Jeżeli ją skrzywdzisz...
-Ta, już to mówiłeś. - popatrzył na mnie.
Przełknęłam ślinę.
-Po prostu podaj mi ten cholerny adres Styles. - rozmowę było słychać bardzo dobrze, mimo głośnej muzyki.
-Nie trzeba. Odwiozę ją.
-Nie wsiądziesz za kółko, gdy jesteś pijany.
-Nie jestem pijany. - przewrócił oczami.
-Nie wierzę Ci. - głos Louisa był stanowczy.
-To masz kurwa problem. - rozłączył się i oddał mi telefon.
Co to było? Czemu tak bardzo chce mnie zabrać do domu?
-Zaraz będę z powrotem, tylko ją odwiozę. - Harry zwrócił się to wszystkich w kole.
Josh złapał mnie za rękę i gdzieś prowadził.
-Przepraszam, że to nie ja Cię odwożę, tylko ten dupek, ale za dużo wypiłem. - złapał mnie w tali i przycisnął do swojej klatki.
-Ta, jest okej. - przeniosłam wzrok z niego na Harry'ego idącego w naszą stronę.
Josh nachylił się, aby mnie pocałować, ale nie udało mu się to, ponieważ zielonooki pociągnął mnie za sobą w stronę wyjścia.
-Co Ty do cholery wyprawiasz? - zatrzymał go.
-Chcę ją odwieźć, ale mi to utrudniasz dupku. - ominął chłopaka.
Gdy staliśmy przed jego samochodem stanęłam i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Na co czekasz? Wsiadaj. - wyjął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił jednego.
-Nie.
-Nie? - wydawał się być zszokowany.
-Co to w ogóle było? - podniosłam brew.
Przygryzł dolną wargę i przeczesał ręką włosy.
-O, wybacz, że przerwałem Ci tą romantyczną scenkę.
Przewróciłam oczami z irytacją.
-Dupek. - rzuciłam i wsiadłam na miejsce pasażera.
Skończył palić papierosa, wsiadł i odpalił auto. Wpatrywałam się w widoki za szybą. Nie było tam nic ciekawego, ale chciałam się czymś zająć, byleby z nim nie rozmawiać.
-Zimno Ci? - spytał.
-Trochę. - przeniosłam wzrok na niego. Wyglądał tak dobrze, tak idealnie, mimo, że w samochodzie było ciemno, dobrze go widziałam. Przyglądałam mu się długo.
-Co? Coś nie tak? - spojrzał na mnie, gdy podkręcał ogrzewanie.
-Wyglądasz bardzo sexy. - nigdy więcej nie tknę alkoholu. Nigdy.
-Wiem. - uśmiechnął się pod nosem, na co przygryzłam wargę.
-Dlaczego masz tak dużo tatuaży? - dodałam.
-Bo mogę. - skupił się na drodze.
-Harry? - spytałam, wciąż nie odrywając od niego swojego wzroku.
-Hm?
-Czemu chciałeś mnie odwieźć? Przecież mógł to zrobić Louis. - pochyliłam się do przodu, by lepiej go widzieć.
-Bo na pewno gdyby przyjechał, to zrobiłby wielką awanturę i wszyscy by powychodzili.
O, czyli zrobił to dla imprezy. Ałć.
Przez resztę drogi nikt się nie odezwał. Gdy w końcu dotarliśmy przed mój dom, ujrzałam czekającego Louisa. Wyskoczyłam z auta i podbiegłam do niego, prawie potykając się o nogi. Objął mnie mocno i pogromił Harry'ego spojrzeniem, na co ten przewrócił oczami.
Louis złapał mnie jedną ręką w tali i prowadził do środka.
-Nie pożegnasz się ze mną? - odezwał się głos za nami.
-Nie. - odpowiedział Louis, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
-Zamknij się kurwa, bo oberwiesz w tą piękną buźkę. - jest nieźle wkurzony.
Chłopak puścił mnie z uścisku i podszedł do Harry'ego.
-No to dajesz. - pchnął go to tyłu.
Zielonooki zadał mu cios pięścią prosto w szczękę. Louis szybko podniósł się po ciosie i oddał mu tym samym, ale Harry ani drgnął. Zaczęli bójkę, a ja nie mogłam na to patrzeć, Ze łzami w oczach ciągnęłam za białą koszulkę i brązowe loki, aby go odciągnąć. Mocno odepchnął mnie jedną ręką, przez co upadłam na chodnik. Poczułam ból i spojrzałam na prawą nogę. Prawie zemdlałam, gdy zobaczyłam, że jest rozcięta i sączy się z niej krew.
Harry szybko podbiegł do mnie i kucnął.
-Jess ja... Ja nie chciałem, przepraszam. To było przez przypadek, nie zauważyłem Cię. - głos mu się łamał.
Chciał dotknąć rany, ale odepchnęłam jego ręce.
-Nie dotykaj mnie! - krzyknęłam, na co odsunął się i schował twarz w dłonie.
Louis pomógł mi wstać i dał mi się oprzeć na sobie. Doszliśmy do drzwi, a ja wiedziałam, że prawdziwe kłopoty dopiero mnie czekają.

______________________________________________________________

DOCEŃ MÓJ WYSIŁEK I SKOMENTUJ. TERAZ MOŻESZ TO ZROBIĆ RÓWNIEŻ ANONIMOWO. 
!NEXT = 15 KOMENTARZY!
______________________________________________________________

Notka: Przepraszam za opóźnienie. Mam nadzieję, że się podoba. Nie zapomnij o komentarzu- bardzo motywuje! :)

środa, 18 lutego 2015

Rozdział 9.

-Zostaw mnie. - burknęłam.
Zaśmiał się głośno na moje słowa. Jego ręka nadal spoczywała na ścianie, do której byłam przez niego przyciśnięta.
-Proszę. - dodałam bezsilnie, na co odsunął się ode mnie, dając mi dostęp do wyjścia.
Przeczesał swoje włosy ręką, po czym schował ją do kieszeni. Oparł się o szkolną ławkę i wgapiał się we mnie. Co do cholery? Podniosłam swoją torbę i otrzepałam ją z kurzu.
-Co to właściwie było? - wydusiłam z siebie lekko słyszalnym głosem.
-Nic. - wciąż patrzył prosto na mnie.
-Ta, jesteś dziwny. Uśmiechnął się lekko, po czym wyszedł z klasy zostawiając mnie tu samą.
Westchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę drzwi. Od razu zauważyłam Emmę i Louisa, którzy rozmawiali ze sobą na końcu korytarza, więc podeszłam do nich. Musieli rozmawiać o czymś bardzo ważnym, bo nawet nie zauważyli, że stanęłam obok nich opierając się o szkolny parapet.
-Halo, ludzie! - pokiwałam ręką między nimi, na co oboje spojrzeli na mnie.
-Jessa! - Emma przytuliła mnie mocno. -Sorrki, nie zauważyłam Cię skarbie.
-Eh, co tam u was? - odwzajemniłam jej gest. Razem wzruszyli ramionami.
-Co wam jest? Dziwnie się zachowujecie. - uniosłam brew.
-Powinnaś się trzymać z dala od Harry'ego. On jest niebezpieczny, nie znasz go i nie wiesz co może Ci zrobić. - Louis uniósł wzrok z podłogi i przeniósł go na mnie. Jego mina była smutna, było widać w niej troskę.
-W takim razie mi powiedz, powiedz mi o nim, wszystko co wiesz. - stanęłam bardzo blisko niego. -Mów. - dodałam.
-Okej, okej. - westchnął. -Ale nie teraz, nie dziś. Jutro Ci wszystko opowiem, ale obiecaj, że będziesz trzymała się od niego z daleka. - kontynuował.
-Umowa stoi. - uśmiechnęłam się szeroko, a on objął mnie i pocałował w czoło. Jest ode mnie o wiele wyższy, mimo, że mam 168 cm wzrostu.
-Idę coś zjeść, idziecie ze mną? - spytałam.
-Nie, mamy jeszcze sprawę do załatwienia. - Emma spojrzała na Louisa. Byłam ciekawa jaką niby sprawę mają do załatwienia, ale postanowiłam ich o to nie dopytywać.
-Okej, jakby co, jestem na stołówce. - założyłam torbę na ramię i odeszłam.
Zajęłam jeden ze stolików i wyjęłam z torby lunch, po czym zaczęłam go jeść. Weszłam w telefonie na twittera i tumblra, gdy nagle zauważyłam, że ktoś stoi nade mną. Podniosłam głowę i ujrzałam Josha, który usadowił się na krześle obok.
-Co chcesz? Oh, czyżbym zajęła Twój stolik? Tym razem zniszczysz mi telefon? - powiedziałam z pełną złością.
-Nie, przepraszam za tamto. Odkupię Ci tą książkę. - uśmiechnął się do mnie promiennie.
-Skoro nie o to chodzi, to o co? - uniosłam na niego brew.
-Chciałem przeprosić i w ramach tego zaprosić Cię na dzisiejszą imprezę. - wyplułam do szklanki z powrotem sok, który właśnie piłam.
-Słucham? - zaśmiałam się.
-Co w tym dziwnego? Nigdy nie byłaś na imprezie?
-Oczywiście, że byłam. - skłamałam, ponieważ nie chciałam, żeby mnie wyśmiał. To znaczy byłam, ale na takich rodzinnych, a wiem, że on ma zdecydowanie inną definicję słowa "impreza".
-Więc przyjdziesz?
-Szczerze wątpię. Mam zamiar się dzisiaj uczyć. - udawałam jak bardzo zajęta jestem moimi paznokciami.
-Wiedziałem, że tak będzie, po prostu się boisz. - wstał z krzesła, a ja złapałam jego nadgarstek.
-Czekaj! W sumie okej, przyjdę. - na jego usta wkradł się uśmieszek.
-Okej, będę po Ciebie o 19, ale musisz mi podać swój numer, żebym potem mógł wiedzieć gdzie Cię odebrać.
Dał mi swój telefon, a ja zapisałam w nim mój numer. Podziękował i odszedł.
Chwila. Co ja najlepszego zrobiłam? Jadę na moją pierwszą imprezę z gościem, którego parę minut temu nienawidziłam, nawet nie wiem kto tam będzie. A moja mama? Przecież ona mnie nigdy nie puści.
***
Jest 18, a ja zaczynam panikować, bo nie wiem co ubrać. Podnoszę się z mojego łóżka i podchodzę niechętnie do szafy. Postanowiłam ubrać prostą, czarną sukienkę z długim rękawem, która przylega do ciała oraz czarne baleriny. Udałam się do łazienki i nałożyłam trochę mocniejszy makijaż, ale bez przesady. Zakręciłam końcówki włosów, chwyciłam kopertówkę i zeszłam po schodach. Powiedziałam wcześniej mamie, że idę do nowo poznanej przyjaciółki na noc. 
-Wychodzę! - zdjęłam płaszcz z wieszaka i szybko zatrzasnęłam za sobą drzwi. Ujrzałam ciemny samochód z otwartym dachem, a na miejscu kierowcy Josha. Ma na sobie ciemne dżinsy, zwykłą białą bluzkę i czarną ramoneskę. Wczołgałam się na miejsce obok niego. 
-Hej, wyglądasz świetnie. - zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. 
-Hej, Ty też. - uśmiechnęłam się, po czym oparłam o drzwi i wpatrywałam w szybę auta. 
-Gdzie właściwie jedziemy? - wydusiłam. 
-Na imprezę. - uśmiechnął się wiedząc, że mnie tym zdenerwuje. 
-A dokładniej? - przeniosłam wzrok na niego. 
-Oj, zobaczysz. - puścił mi oczko, na co zachichotałam.
Poczułam wibrujący telefon w mojej torebce, więc go wyjęłam i nie patrząc na wyświetlacz przeciągnęłam zieloną słuchawkę. 
-Halo? 
-Jessica? Gdzie jesteś? - od razu rozpoznałam ten głos.
-Louis? Coś się stało? - głos łamał mi się z przerażenia. 
-Po prostu chciałem do Ciebie wpaść i opowiedzieć Ci wszystko o Harry'm. 
-Cóż, nie ma mnie teraz w domu. 
-A gdzie jesteś? - wydawał się być zszokowany. 
-Louis? Jesteś tam? Coś przerywa! Halo! - szybko przerwałam połączenie i wrzuciłam komórkę do torebki.
-Nie ładnie. - powiedział z ciągłym uśmieszkiem Josh. 
-Cicho. - przewróciłam oczami. 
-Jesteśmy na miejscu. - wysiadł z auta, po czym otworzył mi drzwi, bym mogła wyjść. 
Staliśmy przed ogromnym, nowoczesnym domem z basenem. 
-Czyj to dom? - zapytałam ciekawa. 
-Harry'ego. - włożył papieros do ust i odpalił go. 
Rozszerzyłam oczy, czułam jak nogi się pode mną łamią. Nie chcę tam wchodzić, wiedziałam, że to będzie zły pomysł. 
-Chcę wrócić do domu! 
-Co? - chłopak uniósł brew. -Chyba sobie żartujesz, impreza dopiero co się zaczęła. 
Zarzucił na mnie swoje ramię i prowadził do środka. Nikt za specjalnie nie przejął się naszym wejściem, na całe szczęście ludzie byli zajęci czymś innym. Chciałam o coś zapytać Josha, ale zauważyłam, że zniknął gdzieś w tłumie. Świetnie! Nie znam tu nikogo. Wszyscy są pokryci tatuażami i piercingiem. 
Przecisnęłam się przez grupkę, która stała przy ladzie, ponieważ szukałam łazienki. Po 5 minutach ją znalazłam. Zamknęłam się w jednej z kabin i opierając się o ścianę zjechałam na zimne kafelki. Znowu poczułam, że mój telefon wibruję. Niechętnie go wyjęłam. NOWA WIADOMOŚĆ: 1
Nieznajomy: Dlaczego przyszłaś z tym dupkiem, który prawie Cię pobił? 
Ja: Nie interesuj się. 
Nieznajomy: Przez resztę imprezy będziesz siedziała zamknięta w toalecie?
Serce zaczęło mi bić szybciej. Skąd on do cholery wie, że tu siedzę? Podniosłam się i podeszłam do lustra. Otarłam pokruszony tusz pod moimi oczami i wyszłam z komórką w ręku. 
Ja: Śledzisz mnie? 
Nieznajomy: Ja? Skądże...
Ja: Gdzie jesteś? Przecież to Twoja impreza, a Ciebie nie ma. 
Nieznajomy: Jestem. Blisko Ciebie. 
Zaczęłam rozglądać się dookoła, ale nigdzie nie ujrzałam poczochranych loków ani zielonych oczu. 
Ja: Bardzo śmieszne. 
Nieznajomy: Szukaj dalej. 
Zapisałam sobie jego numer. Odwróciłam się i podeszłam do kuchni. Otworzyłam szafkę, chwyciłam za szklankę i nalałam sobie wody. Opróżniłam ją szybko, po czym odłożyłam na ladę.
Nagle poczułam coś mokrego na sukience. Jakaś pijana laska wylała na mnie swoje piwo. Po prostu świetnie, świetnie, świetnie! Wróciłam do łazienki i zaczęłam trzeć sukienkę w nadziei, że choć mała ilość plamy zejdzie. 
Debil: Po prostu ją zdejmij. 
Ja: Nie jesteś ani trochę zabawny. 
Debil: Czyżby? 
W momencie gdy chciałam odpisać, ktoś złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Uniosłam wzrok i ujrzałam zielone oczy. Czułam jak przewraca mi się w żołądku, gdy jego usta przywarły do moich. 
______________________________________________________________

DOCEŃ MÓJ WYSIŁEK I SKOMENTUJ. TERAZ MOŻESZ ZROBIĆ TO TAKŻE ANONIMOWO.
!NEXT = 10 KOMENTARZY!
______________________________________________________________
Notka: 
Mam nadzieję, że tym razem długość wam bardziej odpowiada. Pamiętaj o komentarzu. :) 


wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 8.

Wchodzę do gabinetu i zajmuję miejsce przed ciemnym, drewnianym biurkiem. 
-To wszystko przez Ciebie. - szepczę do Harry'ego, który usadawia się na krześle obok. 
Jestem tu pierwszy dzień, a już ląduję na dywaniku, świetny początek. Pani dyrektor stoi przed nami, opierając się o róg swojego stanowiska do pracy.
-No więc? Kto mi wyjaśni co tu się dzieje? - unosi brew.
-To wszystko jego wina! - wstaję i pokazuję palcem na wytatuowanego chłopaka. -To on wszystko zaczął, sprowokował mnie! 
Oczy robią mi się szklane, ale tym razem mam to gdzieś. Nie zwracam uwagi na łzy, które spływają mi na materiał mojej sukienki.
-Znowu? - mówi chłopak z lekkim uśmieszkiem. Najwyraźniej mój płacz go bawi.
-Oh, zamknij się! - krzyczę.
-Przestańcie! - dyrektorka łapie się za głowę. -Harry, czy to prawda? Sprowokowałeś ją?
-Tak, to prawda. - mówi, a nam szczęki opadają do ziemi. 
-Yhm, cóż. Mimo wszystko nie powinnaś tego robić Jessico, kara Cię nie ominie. - przenosi wzrok na mnie, przez co spuszczam głowę. Czuję się okropnie. Błagam, niech ten dzień się w końcu skończy.
-Posiedzisz dziś po lekcjach w odsiadce z Harry'm. - dodaje.
-Nie! Błagam, nie. Mogę umyć wszystkie podłogi w tej szkole, ale błagam, nie to. - staram się nie unosić głosu, bo dobrze wiem jak to by się skończyło. Wielkim rykiem. 
-Jesteście wolni. - zachowuje się tak, jakby mnie nie usłyszała.
Podnoszę torbę i wychodzę. Nagle czuję, że ktoś łapie mój nadgarstek. Dobrze wiem kto to.
-Co do cholery? - wyrywam się. 
-Odsiadka jest w sali 42, jakby co. - mówi.
-Ta, dzięki. - przewracam oczami, na co wybucha śmiechem. 
-Nawet nie wiesz jak bardzo mnie irytujesz. - śmieję się razem z nim, nie wiem nawet dlaczego. 

                                 ***

Reszta lekcji mija bardzo szybko, opowiedziałam o wszystkim Louisowi. Mówił, żebym uważała na Harry'ego. Gdy stoję przed salą wyciągam telefon i wysyłam szybkiego s-m-s'a do mamy, po czym wchodzę. Siadam w pierwszej ławce, która znajduje się tuż przy biurku. Zerkam na tablicę, na niej widnieje duży napis "Zaraz wracam- profesor". Rozglądam się po sali, moje oczy napotykają zielone oczy Harry'ego, który przygląda mi się uważnie. Sięgam ręką do torby i wyjmuję książkę, którą Josh mi zniszczył. Uwielbiałam ją. Chwytam z piórnika klej, staram się choć trochę naprawić wyrządzone szkody. W efekcie nie wygląda to źle, ale już nigdy nie będzie wyglądać tak dobrze jak na początku. Chowam ją z powrotem do torby. Koło mnie siada jakiś chłopak. Jego oczy napotykają moje, na co szybko odwracam wzrok. Opiera głowę na łokciu i wgapia się we mnie. Czy on myśli, że tego nie widzę? Z każdą sekundą irytuje mnie to bardziej. 
-Jesteś piękna, wiesz? - w końcu się odzywa. 
-Przepraszam, co? - odwracam głowę, by móc na niego spojrzeć. Na jego ustach pojawia się obrzydliwie wredny uśmiech. Oblizuje swoje wargi i przeczesuje ręką włosy. Jest ohydny. Przybliża się coraz bliżej mnie, nasze klatki się stykają. Łapię za moją głowę, przyciągając ją do siebie. Co jest grane?! Nie mogę nic zrobić, jestem przytłoczona jego ogromną łapą. Próbuję się wyrwać, ale na marne. Chłopak układa usta w dzióbek i nachyla się nade mną. 
-Co Ty wyprawiasz?! - piszczę wysokim głosem. 
-Nie bój się. - jest coraz bliżej mnie. 
Nie mogę nic zrobić, zamykam oczy. Czuję, że ciężar leżący na mnie zniknął. Otwieram je i widzę jak Harry łapie go za koszulkę i zadaje cios w jego szczękę, po czym rzuca się na niego i kontynuuje okładanie pięściami jego twarzy. 
Zaczynam głośno oddychać, ulżyło mi, ale zaraz. Przecież on go zabije! 
-Przestań. - energicznie wstaję i odciągam go od chłopaka, który próbował mnie pocałować. 
-Nie, Ty nie wiesz, co on chciał Ci zrobić! - odwraca się i zerka mi w oczy. Czuję w nim agresję i nienawiść. 
-Spokojnie, uspokój się, już jest dobrze. - robię krok w jego stronę. -Dziękuję. - dodaję próbując się uśmiechnąć. Rozluźnia się i zamyka oczy. Zerka na zakrwawioną ofiarę leżącą na ziemi i syczy. -Spróbuj jeszcze raz, a Cię zabiję, przysięgam. 
Przestraszony jego słowami podnosi się i potykając się o własne nogi wybiega przez drzwi, chwilę po tym staje w nich nauczyciel. Wyraźnie jest zdziwiony sceną, którą widzi. Ja i Harry stojący bardzo blisko siebie, za blisko. 
-Chciałem tylko powiedzieć, że odsiadka skończona. - rzuca mi uśmiech, a chłopaka piorunuje wzrokiem, na co zaczynam chichotać. 
-Do zobaczenia jutro. - dodaje i zamyka drzwi za sobą.
Przenoszę wzrok na Harry'ego. Nadal stoimy bardzo blisko siebie. Postanawiam zrobić krok do tyłu, na co wpadam na ścianę. Przybliża się do mnie i opiera rękę, blokując mi wyjście. Przełykam ślinę, gdy prawie napiera na mnie sobą. 
-Co-o Ty robisz? - jąkam się.
-Boisz się mnie, prawda? - kładzie dłoń na moim płonącym poliku, na całym ciele czuję gęsią skórkę. 
-Nie. - głos mi się łamię. 
-Oh, czyżby? - na usta wkrada mu się ten jego wredny uśmiech, który ukazuje głębokie dołeczki. 


Notka:
Rozdział troszeczkę dłuższy. Wolicie takie, czy te krótsze? Piszcie! :)

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 7.

Idąc w ich stronę przyglądam się dziewczynie stojącej naprzeciwko Harry'ego. Co chwilę chichocze i okręca swój kosmyk włosów wokół palca. Ubrana jest w bardzo krótką sukienkę, zdecydowanie za krótką.
-Cześć Harry, możemy porozmawiać? - wpycham się między nich i staję przed chłopakiem. 
-Znasz ją?! - rzuca laska w nieodpowiednim ubraniu. 
-Ta, znam, ale nie będziemy rozmawiać, bo nie mamy o czym. - zerka na mnie. 
-Jednak mamy. - piorunuję go.
-Dziewczyno, czego Ty od niego chcesz? Zostaw go. On nie rozmawia z nikim, oprócz mnie. - wydaje się być dumna ze swojej wypowiedzi. Zachowuje się jak suka, mam ochotę jej przemówić do rozsądku, ale powstrzymuję się. 
-Dlaczego skłamałeś? - przenoszę wzrok na chłopaka. 
-Nie ważne. Masz już swoje miejsce, więc co marudzisz? - unosi na mnie brew. Zaciskam pięści i przełykam ślinę. 
-Możesz być nieco milszy? - parskam. Zerka na dziewczynę, po czym oboje wybuchają śmiechem. 
Jestem nieźle wkurzona. Co on sobie wyobraża? Jeszcze niedawno próbował mnie ostrzec przed Joshem, a teraz ma czelność nabijać się ze mnie. 
-Powiedz mi. - nie odpuszczam.
-Chciałem Cię wkurzyć, tyle. Skończyłaś już odstawiać scenkę? - w jego głosie czuć obojętność.
-Haha, laska, Ty jesteś jakaś nienormalna. - słyszę głos zza pleców. Lepiej niech się zamknie. Podpowiada mi mój rozsądek.
Podchodzi do Harry'ego i obejmuje go w tali, przyciskając polik do jego torsu. Ona jest niemożliwa. Muszę zachować spokój, w przeciwnym razie albo wyrwę jej wszystkie kłaki albo wybuchnę płaczem. 
-To wy jesteście nienormalni, odwalcie się ode mnie. - czuję, że moje oczy robią się szklane. O nie. Tylko nie to, nie teraz, nie tu. Błagam. Po policzku spływa mi łza. Oczywiście cholerny Harry musiał ją zauważyć. Po co w ogóle do nich podeszłam? Dlaczego ja nigdy nie myślę. 
-Często płaczesz, nie? - mówi zielonooki z uśmiechem na ustach. 
-Jesteś niemożliwy. - patrzę na niego, prawie śmiejąc się z jego słów. 
-Co tu jest grane? Harry? Mia? - znam ten głos. Odwracam się. 
-Louis! - krzyczę, ocierając łzę i rzucając mu się na szyję. 
-Już wszystko dobrze. - przytula mnie mocno, łapiąc za moje włosy.
Wypuszcza mnie z ramion i podchodzi do chłopaka opartego o ścianę. 
-Co jest? Skończyły Ci się panienki na jedną noc? Uwierz mi, jeżeli ją skrzywdzisz! - odpycha go energicznie.
-Stary, nie wkurwiaj mnie. Myślisz, że interesowałbym się czymś takim jak ona? Proszę Cię. - prawie dławi się śmiechem. Ałć. 
Czuję ból w środku. Nie powinnam się przejmować jego słowami, ale po prostu to mnie złamało. Nie mogę już powstrzymywać tych łez, które ciekną mi z oczu jak z wodospadu. 
-Popatrz Romeo, Twoja Julia płacze przez Ciebie. - Harry mówi do Louisa, jego śmiech jest coraz głośniejszy. 
Wokół nas zgromadziło się wiele osób, wszyscy czujnie obserwują co się dzieje. Widzą mnie, płaczącą. Wstyd zjada mnie od środka. Louis podbiega do mnie i przyciska moją głowę do siebie, otulając mnie rękami. 
-Zawieść Cię do domu? - pyta, ocierając koniuszkiem palca moje mokre policzki. 
-Tak, błagam, zabierz mnie jak najdalej stąd. - nadal szlocham. 
Nie wypuszcza mnie, zmierzamy w stronę wyjścia. 
-Ładna z was para. - rzuca z daleka Harry.
Wszyscy wybuchają sztucznym śmiechem, czuć, że jest wymuszany. Śmieją się pewnie dlatego, że się go boją. On przegina.
-O, i pamiętajcie o gumkach! - dodaje. 
PRZEGIĄŁ! Wyrywam się z uścisku Lou i zawracam. Podchodzę najbliżej Harry'ego jak tylko się da. 
-Co Ty powiedziałeś?! - mówię, przez zaciśnięte zęby. 
-Jesteś ładna, kiedy się złościsz kotku. - przygryza dolną wargę. 
Nic nie poradzę na to, że moja ręka sama się unosi i policzkuje go na oczach całej szkoły.
Wytrzeszcza oczy i patrzy na mnie ze zdziwieniem. 
-OSZALAŁAŚ?! - łapie się za czerwony policzek. Nieźle mu przywaliłam, ale sam się prosił. 
-Nienawidzę Cię! - rzucam w jego stronę.
-Ja też Cię nien... 
-Styles, Brain! Do mojego gabinetu! - przerywa mu wkurzona dyrektorka. 
Ten dzień nie może być gorszy, a jednak...

Rozdział 6.

Oboje stoją wgapieni we mnie. Poczułam się dziwnie, znów zrobiło mi się słabo. Po co się w ogóle odzywałam? Zamykam oczy i biorę głęboki oddech.
-Przepraszam, że zajęłam Twoje miejsce, mimo ostrzeżeń. - mówię, wypuszczając powietrze.
Chłopakowi opadła szczęka, chyba nadal do niego nie dotarło, że Harry powiedział mi o tym.
-Stary, ostrzegałeś ją? - odwraca się do niego.
-Ta, można tak powiedzieć. - parska.
-Co się z Tobą do cholery dzieje?! Najpierw ją bronisz, a teraz dowiaduje się, że próbowałeś ją ochronić przede mną? - pokazuje palcem na mnie. 
Nagle słyszę przekręcaną gałkę drzwi. Moim oczom ukazuje się profesor. Uf, kłótnia przerwana, na całe szczęście. 
-Co się tu dzieje? - unosi na naszą trójkę brew.
-Nic. - rzuca Josh, mierząc zabójczym spojrzeniem Harry'ego. 
Ten go ignoruje i kieruje się do swojej ławki. Podchodzę do biurka nauczyciela. 
-Dzień dobry profesorze, mam na imię... 
-Jessica, tak wiem. - przerywa mi, na usta wkrada mu się uśmiech. 
-E, tak. Jessica. Mam kłopot, nie mam zielonego pojęcia gdzie mogłabym usiąść, podobno wszystkie miejsca są już zajęte. - mówię. 
-Absurd! Kto nagadał Ci takich głupot? - patrzy na mnie dziwnym spojrzeniem.
-Cóż... - odwracam głowę w stronę Harry'ego, którego najwyraźniej coś rozbawiło. Jasne. Wiedziałam, że ściemnia. 
-Możesz usiąść tutaj. - wskazuje miejsce pod oknem w pierwszym rzędzie. 
-Dobrze, dziękuję. - odchodzę i usadawiam się na krześle.
Do sali wchodzi pełno osób. Wszystkie nowe twarze, z wyjątkiem...
-Louis! - krzyczę, kiwając do niego.
-Jessica! - podnosi dłoń. 
Podbiegam w jego stronę.
-Dlaczego nie powiedziałeś, że jesteśmy razem w klasie? Przecież wiedziałeś gdzie mam lekcję.
-Niespodzianka! - uśmiecha się promiennie.
Rozmowę przerywa niski głos.
-Proszę siadać na miejsca! - profesor zwraca się do nas.
Wracam do ławki. Po chwili podchodzi do mnie jakaś dziewczyna i zajmuje miejsce obok. Ma długie brązowe włosy, w które wpięta jest różowa kokarda. Ubrana jest w białą, prostą sukienkę.
Lekcja się zaczęła. 
Całą godzinę wałkowaliśmy gramatykę. Słuchałam pilnie i często się zgłaszałam, na co zawsze otrzymywałam śmiech ze strony klasy. Tylko Louis się nie śmiał. Czułam, że cały czas miałam jego wzrok na sobie. 
Gdy wyszłam z klasy znowu wpadłam na kogoś i wylądowałam na ziemi. Drugi raz tego dnia. 
Świetnie! - drę się gdy wstaję i nawet nie zwracam uwagi z kim się zderzyłam. 
-Przepraszam, jestem kaleką! - słyszę piskliwy głos.
Podnoszę głowę, przede mną stoi dziewczyna, z którą siedziałam w ławce. 
-Spoko, przyzwyczaiłam się. - uśmiecham się, bo wydaje się być sympatyczna. 
-Mam na imię Emma, Emma Way. A Ty? - rozpromienia się.
-Jessica Brain. - wyciągam w jej stronę rękę, po czym ściska ją mocno. 
-Znasz tu kogoś? - pyta.
-Tak, Louisa. Bardzo go polubiłam. 
-O, to mój kuzyn! - uśmiecha się do mnie.
-Serio? Nie wiedziałam. - zaczynam się rozglądać w poszukiwaniu Harry'ego, chcę go spytać, dlaczego skłamał. W końcu spotykam jego wzrok. Stoi po drugiej stronie korytarza, opiera się o ścianę, a przy nim jakaś laska. Jest wytatuowana jak on, wlepia się w niego, a on wygląda, jakby znosił ją z irytacją. 
-Przepraszam Cię Emma, muszę coś załatwić. - przerywam jej w środku zdania i zmierzam w ich kierunku. 

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 5.

"Nie będę nikogo oprowadzał, wolę odsiadkę". Słowa chłopaka siedzą mi w głowie. To nie było miłe z jego strony, jeżeli nie miał ochoty, mógł grzecznie powiedzieć, a nie parskać, w dodatku dodał, że woli odsiedzieć swoją karę, niż mnie oprowadzić. Idę korytarzem, jestem zdenerwowana i wkurzona. Nagle wpadam na kogoś i ląduję na ziemi.
-Tak bardzo przepraszam! - mówi chłopak, który podaję mi rękę, bym mogła wstać. 
-Nie, to ja przepraszam. To była moja wina, zamyśliłam się i nie patrzyłam na drogę. - strzepuję dłonią dół mojej sukienki. 
-Ja również nie uważałem. - podnosi moje książki, które są porozrzucane wokół nas. 
Podaje mi je, na co się uśmiecham. 
-Jestem Jessica. - wyciągam do niego rękę. 
-Miło Cię poznać, jestem Louis. Wcześniej Cię tu nie widziałem. Jesteś nowa? - pyta, wpatrując się we mnie. 
-Tak, uhm, mam pytanie. - mój głos zdradza moje zakłopotanie. 
-Tak? 
-Nie znam tu nikogo oprócz Ciebie. Więc mógłbyś mnie, uhm, oprowadzić po szkole? Oczywiście jeżeli masz czas! Jeżeli nie, to sobie jakoś... 
-Nie ma problemu! - przerywa mi.
Uff, to było dla mnie dość krępujące, ale wiem, że nie miałam wyjścia. Czas z Louisem leci bardzo szybko, zdążył mi wszystko pokazać, jestem mu bardzo wdzięczna.
-Mam za 10 minut lekcję w sali 50, mógłbyś mnie do niej zaprowadzić? - pytam.
-Tak, chodźmy. - uśmiecha się. 
Gdy stoimy przed salą żegnam się z chłopakiem, po czym wchodzę do środka. Sala wydaje mi się być pusta, dopóki moje oczy nie napotykają wytatuowanego chłopaka siedzącego w ostatniej ławce, który bazgrze po kartce. 
-Świetnie! - unoszę ręce z poirytowania. 
Podnosi na mnie wzrok. Oczywiście, przecież pewnie nie zwracał na mnie uwagi, gdy tu weszłam. Za chwilę znów opuszcza głowę, by móc kontynuować rysowanie. 
Ignoruję go i siadam w pierwszej ławce.
-To miejsce jest zajęte, z resztą jak każde. Wybrałaś najgorsze z możliwych. - mówi, nie odrywając wzroku od swojej pracy.
Ale on mnie irytuje. Postanawiam się nie odzywać i zostać na miejscu. Poczekam na profesora, on na pewno powie mi gdzie mam usiąść. Zostało mi jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia zajęć, więc wyjmuję książkę i zaczynam czytać. Nagle ktoś wyrywa ją z moich rąk. Chłopak, który stoi przede mną rzuca ją na ziemię. 
-Przepraszam panienko, co Ty robisz do cholery na moim miejscu?! - krzyczy na mnie.
Wygląda na nieźle wkurzonego, nawet bardzo.
-Ja, ja... - jąkam się.
-No słucham?! - parska. 
-Przepraszam, nie wiedziałam, jestem tu nowa i... - piszczę.
-Gówno mnie to interesuje, że jesteś nowa. Wypad stąd! 
Robi mi się słabo, czuję, że zaraz wybuchnę płaczem. Nie! Nie mogę. Jestem bezradna. Moje oczy stają się szklane. Odwracam wzrok w stronę Harry'ego. Podnosi głowę i zerka raz na mnie, raz na gościa stojącego nade mną. 
-Ej! Josh, spokojnie stary! - podchodzi do nas.
-Stary nie wtrącaj się, to nie Twoja sprawa.
-Matko! To tylko miejsce nie? Wielka mi afera. - parska.
W końcu postanawiam wstać z ławki. Podchodzę do mojej książki i podnoszę ją. Jest całkowicie zniszczona. Nie wytrzymam dłużej. Łza spływa mi po policzku, szybko ją wycieram, by żaden z nich jej nie zauważył. Łapię za torbę i zakładam ją przez ramię. Zerkam na nich. Nadal się kłócą. 
-Stary! Posrało Cię?! Powinieneś być po mojej stronie! Po co do chuja jej bronisz?! - Josh krzyczy do Harry'ego. 
-Robisz awanturę o zasrane miejsce! Jest nowa! Nie wiedziała! Po co robisz od razu taką sprawę?! - odkrzykuje. 
-Właściwie to wiedziałam. Harry mnie ostrzegał. - wtrącam się w ich dyskusję. 
Obaj odwracają wzrok w moją stronę i widzą moje łzy. 

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 4.

Słyszę dzwonienie w uszach. Wyczołguję się z łóżka i zmierzam do łazienki. Wyglądam dziś bardzo dobrze, może dlatego, że się wyspałam. Obmywam twarz i nakładam trochę pudru. Gdy wchodzę do kuchni, mama smaży naleśniki.
-Cześć skarbie! - uśmiecha się promiennie.
-Cześć. - odwzajemniam gest.
-Jak się spało?
-Bardzo dobrze.
Siadam przy blacie i zaczynam jeść. Moja mama jest świetną kucharką, nie to co ja. Wkładam talerz do zmywarki i wbiegam na górę. Otwieram szafę i sięgam po prostą, fioletową sukienkę z długim rękawem. Lubie ją, jest skromna, ale w dopełnieniu z moją biżuterią wygląda świetnie. Przeczesuję włosy szczotką, po czym zakręcam ich końce. Chwytam za torbę i wychodzę.
Czekam na przystanku już 10 minut, a mojego autobusu wciąż nie ma. Co się dzieję? Nie mogę spóźnić się pierwszego dnia, to byłby kiepski start w nowej szkole. Zaczynam panikować i obgryzać paznokcie z nerwów, gdy w końcu widzę nadjeżdżający autokar. Wsiadając mam ochotę wydrzeć się na kierowcę za spóźnienie, ale nie chcę narobić wokół siebie niepotrzebnej afery. Siadam więc na końcu autobusu i modlę się, żeby dojechał na czas.
Stoję przed ogromnym, nowoczesnym budynkiem z dużymi oknami i drzwiami. Wszyscy ludzie przyglądają mi się unosząc brew. Staram się to ignorować, robiąc krok w stronę wejścia. Podążam długim korytarzem, poszukując gabinetu dyrektorki. Drzwi na samym końcu są uchylone, podchodzę do nich i zerkam przez nie. Przed wielkim, drewnianym biurkiem siedzi chłopak. Jego loki opadają mu na twarz, a zielone oczy wgapione są w ścianę. Jego kaprys jest widoczny na twarzy. Całe ręce ma pokryte tatuażami. Koło niego siedzi kobieta, jej duże usta są idealnie pomalowane mocno czerwoną szminką, a długie czarne włosy są perfekcyjnie ułożone. Zerka na mnie.
-Kim Ty jesteś? Dlaczego podsłuchujesz naszą rozmowę?! - zwraca się do mnie.
-Ja, ja... - zaczynam.
-Jessica! Miło mi Cię poznać. - przerywa mi dyrektorka.
Ulżyło mi, nie chciałam kłócić się z tą kobietą.
-Mi również. - wyciągam do niej rękę.
Ściska moją dłoń i rzuca mi szeroki uśmiech. Widzę kącikiem oka, że siedzący chłopak przygląda nam się uważnie. Nagle zapada cisza.
-Cóż, to się więcej nie powtórzy, prawda Harry? - mówi siedząca przed biurkiem kobieta.
-Tsa... - rzuca.
Więc ma na imię Harry.
-Wierzę, że Harry dotrzyma obietnicy. - mówi dyrektorka, rzucając mu uśmiech.
Chłopak na to przewraca oczami. Nie wydaje się zbyt przyjazny.
-Cóż, wiem jak możesz wynagrodzić swoje zachowanie. - dodaje.
Zielonooki podnosi na nią brew.
-Mógłbyś oprowadzić Jessicę po szkole? Jest tutaj nowa. Dzięki temu nie będziesz musiał siedzieć w odsiadce.
-Nie będę nikogo oprowadzał, wolę odsiadkę. - mamrocze.
Zaczyna mi się przewracać w żołądku. Co mu takiego zrobiłam? Przecież nawet mnie nie zna...
-Jak miło. - mówię z  wyraźnym sarkazmem w głosie.
Nie chcę, żeby ktokolwiek mnie oprowadzał, dam sobie radę sama.
-Przepraszam, że przerwałam wam rozmowę. - mówię, biorąc torbę z ziemi, po czym zmierzam w stronę drzwi, a złość gotuję się we mnie pełną parą.