czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 14.

- Jacob? - odezwałam się.
- Jessica! Gdzie jesteś? Czekam na ciebie na lotnisku.
- Przepraszam. Siedzę w korkach. Postaram się być najszybciej jak mogę. - tłumaczyłam się.
- Okej, spokojnie. Jeśli chcesz, mogę do ciebie podjechać.
- Nie, nie. Zaraz będę. Daj mi chwilę. - powiedziałam, po czym przerwałam połączenie i schowałam telefon do torebki.
Podziękowałam taksówkarzowi podając mu pieniądze, po czym wyszłam z samochodu i przeciskałam się przez auta, aż doszłam do chodnika. Zaczęłam przyśpieszać tempo, bo byłam już nieźle spóźniona. 
- Gdzie idziesz? - spytał mnie Harry, który zjawił się znikąd obok mnie.
- Na lotnisko. 
- To kawał drogi. 
- No i? - wywróciłam oczami. Wciąż dotrzymywał mi kroku. - A ty gdzie idziesz?
- Z tobą, to jasne. - uśmiechnął się szeroko.
- Jestem umówiona. 
- Z kim? - podniósł brew.
- Z Jacobem. Przyjacielem z Chicago. - oznajmiłam dumnie. 
Parsknął głośno, a ja stanęłam jak wryta. Widząc to zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Co? - spytał.
- Masz z tym jakiś problem? - skrzyżowałam ręce. 
- Oczywiście, że nie. Mam to w dupie. - wzruszył ramionami.
- Świetnie. - uśmiechnęłam się promiennie. - W takim razie żegnam. - ominęłam go i zaczęłam biec.
- Ej, czekaj! - krzyknął, ale skręciłam na zakręcie i kontynuowałam bieg. 

***

- Jacob! - krzyknęłam z całej siły. Pobiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję. Był bardzo wysoki, więc owinęłam nogi wokół jego bioder. Nie przeszkadzało nam to, bo staliśmy tak dłuższą chwilę. 
- Gdzie chcesz iść najpierw? - spytałam, gdy z niego zeszłam.
- Starbucks? - uśmiechnął się.
- Jasne! 
W Chicago zawsze przed lekcjami chodziliśmy do Starbucksa, to taka nasza tradycja. 
Przez całą drogę rozmawialiśmy o tym, co się u nas działo. Oczywiście nie powiedziałam mu wszystkiego, bo nie chciałam zamęczać go moimi problemami. Zajęliśmy miejsca przy oknie. Mieliśmy widok na zwykłą szarą ulicę i zapracowanych ludzi, śpieszących się prawdopodobnie do pracy. Po paru minutach przyszły nasze ciepłe napoje, a my kontynuowaliśmy naszą rozmowę, aż za oknem zrobiło się ciemniej. 
- Gdzie się zatrzymałeś? - spytałam, gdy przepuszczał mnie przez drzwi wyjściowe. 
- Wynająłem mieszkanie. - oznajmił. 
- Na jeden tydzień? Nie łatwiej byłoby w hotelu? 
- Cóż, nie lubię hoteli. Spokojnie, poradzę sobie. - zarzucił rękę na moje ramię. Z minuty było coraz zimniej i ciemniej. Zaczęłam dygotać, bo naprawdę nie lubię zimna i nie mogę doczekać się lata. Jacob musiał to zauważyć, bo zdjął swoją kurtkę i nałożył ją na mnie. Od razu zrobiło mi się cieplej i przestałam się trząść. Mój telefon zaczął wirować w mojej torebce, dlatego wyjęłam go. NOWA WIADOMOŚĆ: 5.
Debil: Możemy się spotkać?
Debil: To ważne.
Debil: Cholera, odpisz.
Debil: Jessica.
Debil: Kurwa, jak chcesz.
Uniosłam brew, ponieważ wszystkie te wiadomości zostały wysłane w tej samej minucie. Czy on oczekiwał, że tak błyskawicznie mu odpiszę? 
- Jacob, przepraszam cię na chwilę, muszę zadzwonić. To pilne.
- Oh, okej, jasne. Poczekam tu.
Skinęłam głową i odeszłam trochę dalej. Szybko wybrałam numer Harry'ego i czekałam, aż odbierze. Po trzech sygnałach odebrał.
- Jessica? - nogi mi zmiękły, gdy usłyszałam jego złamany nos. Wciąż podciągał nosem, co wskazywało na to, że płacze. Co? Harry Styles płacze? Jasne.
- Harry? Co jest?
- Możesz tu przyjechać? Proszę. - nagle wybuchnął mocnym płaczem. Serce zaczęło mi bić szybciej.
- Gdzie? Gdzie jesteś? - spytałam, odwracając się do Jacoba, który patrzył na mnie pytającym spojrzeniem.
- U mnie w domu.
- Jest impreza? - spytałam, mimo, że mogłam usłyszeć głośną muzykę, lekko stłumioną przez jego ryk.
- Ta, proszę, przyjedź. Potrzebuję cię teraz. - wyjąkał.
Wzięłam głęboki oddech, po czym wypuściłam ciężko powietrze. - Zaraz będę. - z tymi słowami schowałam telefon i najszybciej jak mogłam podbiegłam do Jacoba.
- Potrzebuję twojej pomocy. - byłam bardzo zestresowana.
- Co mam zrobić?
- Zawieziesz mnie w jedno miejsce? To bardzo pilne. Przepraszam, że przerywam tak nasze spotkanie, ale to sprawa życia lub śmierci. - zaczęłam się jąkać.
- Tak się składa, że zaraz za rogiem jest moje mieszkanie. Mam w garażu auto, chodź! - złapał mnie za rękę i ciągnął za sobą. Szłam jak najszybciej mogłam, ale moje małe kroczki nie dorównywały jego wielkim. Chwilę później poczułam, że łapie mnie kolka i nie mogę tak szybko iść.
- Jacob... - wyjąkałam.
- Poczekaj tu. Wyjadę.
Posłuchałam go i stałam przed bramą prowadzącą do luksusowego wieżowca. Wow. Dwie minuty później auto zatrzymało się centymetry przede mną, a drzwi pasażera otworzyły się. Szybko wczołgałam się na nie i zapięłam pasy.
Gdy dotarliśmy na miejsce, nie czekając na nic wybiegłam z samochodu i wpadłam przez drzwi do zatłoczonego salonu. Znów to samo.
- Jessica! - usłyszałam za sobą Jacoba, więc natychmiast się odwróciłam.
- Co ty tu robisz? Mówiłam ci, żebyś został w aucie!
- Nie, nie mówiłaś. - uniósł brew. - Gdzie w ogóle jesteśmy? - zaczął rozglądać się po pokoju.
- W najgorszym miejscu na świecie. - westchnęłam.
- Więc co tu robimy? - podszedł bliżej.
- Muszę coś załatwić i proszę, nie zadawaj już więcej pytań.
- Okej. - złapał mnie w pasie. - Jest okej. - uśmiechnął się lekko.
Oparłam głową o jego tors, a on przeniósł ręce na moje ramiona, by lepiej mnie objąć. Zamknęłam oczy, bo naprawdę nie mam zielonego pojęcia co teraz robić.
- Jessica? Co ty tu robisz kochanie? - usłyszałam piskliwy głos za sobą.
- Nina! - odwróciłam się, a Jacob zabrał ręce, bym mogła przywitać się z przyjaciółką.
- Kochanie. Nie powinnaś tu dziś przychodzić. - uśmiechnęła się nerwowo.
- Co jest grane? - zarzuciłam ręce na ramiona, czekając na jej odpowiedź.
- Po prostu... - przerwał jej dźwięk tłukącego się szkła, który prawdopodobnie dochodził z góry.
- Nie idź tam. - ostrzegła Nina, wiedząc, co planuję zrobić.
- Dlaczego?
- Po prostu nie idź, błagam. - zaczęła się nerwowo ruszać na boki.
Zignorowałam to i ominęłam ją najszybciej jak mogłam, wskakując na schody.
- Jessica! - usłyszałam za sobą ich głosy, dlatego przyśpieszyłam.
Bez wahania wbiegłam do pokoju, z którego dochodził dźwięk i zatrzasnęłam za sobą drzwi, ciężko przy tym oddychając. Chwilę później odwróciłam się i poczułam okropny ból w nodze.

Notka: Wiem, wiem, wiem. Zabijecie mnie. Przepraszam, ostatnio naprawdę nie mam czasu, ale staram się jak mogę. Mam nadzieję, że się podoba. Proszę, zostaw motywujący komentarz, możesz to zrobić anoniomowo x