środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 3.

Odbiera po pierwszym sygnale. 
-H-halo? - głos mi się łamie. 
-Jess! 
-Przepraszam! Tak bardzo przepraszam! Wiem, miałam zadzwonić, ale byłam taka zmęczona...
- czuję, jak łzy po raz kolejny napływają mi do oczu. Dlaczego na wszystko reaguję płaczem?
-Ej, ej! Spokojnie! Tak myślałem, dlatego nie dzwoniłem na Twój telefon. Wiedziałem, że będziesz zmęczona podróżą. - jego ton jest niski.
-To dlaczego dzwoniłeś do mojej mamy? - pytam.
-Mimo wszystko chciałem się upewnić, czy wszystko w porządku. 
-To miłe z Twojej strony, u nas wszystko okej. Muszę rozpakować pudła. Możemy umówić się na rozmowę jutro? Wszystko Ci opowiem. 
-Okej, do jutra Jess. - po jego tonie głosu dochodzę do wniosku, że na pewno się teraz uśmiecha.
-Do jutra Jacob. - przerywam połączenie. 
Gdy odkładam telefon na stolik, mama mi się przygląda. 
-Coś nie tak? - rzucam.
-Nie, po prostu pomyślałam, że może chciałabyś pojechać ze mną na małe zakupy? Kupimy dodatki do pokoi, przy okazji pochodzimy po nowej okolicy.
-Hm, w sumie, okej. Będę gotowa za 20 minut.
-Okej, poczekam na dole. - mówi, po czym zmierza w stronę drzwi. 
Podchodzę do lustra. Omal co nie podskakuję na widok własnego odbicia. Włosy poczochrane, kreski rozmazane. Wyglądam okropnie. Chyba potrwa to nieco dużej, niż 20 minut.
Wchodzę do łazienki. Zmywam resztki makijażu i nakładam nowy, o wiele delikatniejszy. Włosy prostuję prostownicą. Osobiście wolę siebie w falach, ale tym razem wybrałam proste. Wchodzę do pokoju i wyciągam z szafy czarne rurki i luźną, rozpinaną, białą koszulę. Uwielbiam ten zestaw, jest wygodny, a zarazem elegancki. Na głowę zakładam czarny kapelusz. Mam na ich punkcie bzika. 
-Kochanie! Gotowa? - woła mama z dołu.
-Tak, już schodzę. - odkrzykuję. 
Chwytam mój telefon i zakładam torbę przez ramię. Wychodząc ostatni raz zerkam w lustro. Wszystko na swoim miejscu. 
Przez drogę nikt nie odzywa się słowem. Dlaczego moje relacje z nią są takie słabe? Chciałabym to naprawić, ale nie potrafię. Po tym, jak wyrzuciła tatę z domu, czuję do niej urazę.
-Jesteśmy. - mówi.
Wychodzę z auta. Moim oczom ukazuje się ogromne centrum handlowe. Nie mogę doczekać się, aż wejdziemy. 
-Idziesz? - pyta, a ja widzę, że jest już daleko przede mną.
-Tak, czekaj. - biegnę w jej stronę. 
W środku jest ślicznie i bardzo jasno. Sklepy ciągną się po obu stronach budynku. Od razu zauważam sklep "Home&You" i ruszam w jego stronę. Wrzucam do koszyka wiele ślicznych ozdób na biurko, parę koców na łóżko, segregatory uporządkowujące do szkoły i parę innych drobiazgów. Płacimy, po czym wchodzimy do innych sklepów. Zanim się oglądamy jest już siedemnasta, a przyjechałyśmy krótko po czternastej. 
-Możemy wracać do domu? Mam jeszcze trochę spraw do załatwienia przed jutrzejszym dniem. Chcę być dobrze przygotowana. - pytam.
-Cała Ty, zawsze wszystko w najczystszym porządku. - przewraca oczami, po czym się do mnie uśmiecha. 
-To wracamy? - rzucam wymuszany uśmiech.
-Tak, jasne.
W domu zaczynam panikować. Tak bardzo się boję, niby to tylko szkoła, ale jednak. Pakuję się na jutrzejsze zajęcia. Wkładam książki do mojej nowej torby, którą kupiłam dziś na zakupach. Jest ona brązowa i bardzo mi się podoba.
Zerkam na zegar, jest dwudziesta druga. Idę zmyć makijaż i kładę się do łóżka. Nastawiam budzik na szóstą, nie chcę się spóźnić. Przewracam się na drugi bok i od razu zasypiam. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 2.

Łzy po raz kolejny napływają mi do oczu. Nie będę widywać się już codziennie z Jacobem, właściwie, to wcale nie będę go widywać. Biegnę z całych sił, by nie zdenerwować mojej mamy jeszcze bardziej, niż zrobiłam to parę minut wcześniej.
Gdy dobiegam do mojego domu, widzę, że czekają na mnie wkurzeni. Wciskam się na tylne siedzenie samochodu nawet się nie odzywając. Spoglądam na godzinę w moim telefonie, nieźle się spóźniłam. Mama siada koło mnie. Podróż mija bez słowa.
Gdy dojeżdżamy na lotnisko, w końcu pytam.
-A co z naszymi meblami? Wsadzą je w samolot? - chichoczę.
-O to się nie martw. - mówi mama, po czym dołącza do mnie.
Przez cały lot wpatruję się w okno i podziwiam widoki. Jest pięknie, naprawdę.
-W końcu! - rzucam, gdy wychodzimy z samolotu.
-Nasze meble są już w nowym domu. - mówi. Co? Jak to możliwe? Pytania cisną mi się na usta, jednak powstrzymuję się od ich zadania.
Czekamy na zimnym lotnisku, aż przyjedzie taxi, które zabierze nas do mieszkania. Jestem cała w nerwach, nie potrafię wyjaśnić dlaczego.
-No więc... - zaczyna.
-Bardzo stresujesz się nową szkołą?
-Tak, byłoby lepiej, gdybym dołączyła do niej na początku roku, teraz, gdy zaczyna się drugi semestr, wszyscy są podobierani w grupy. - wyjaśniam.
-Wiem kochanie, ale uwierz mi, dla mnie też jest to ciężkie. W Chicago miałam bardzo dobrą pracę, lubiłam ją.
Widzę, jak jej twarz posmutniała. Szkoda mi jej, naprawdę szkoda. Powinien być przy nas, w szczególności przy niej, mój tata. Ciekawa jestem co teraz robi i gdzie w ogóle się podziewa. Dobrze mu się układa w życiu? Moje myśli przerywa moja mama.
-Skarbie, chodź, taksówka przyjechała.
Podnoszę moją torbę, po czym podążam za nią. Jestem bardzo podekscytowana nowym domem.
Gdy dojeżdżamy, szczęka opada mi do ziemi.
Dom jest duży, ale nie za duży. Wokół rośnie dużo drzew od jabłoni, aż po grusze. Po lewej stronie domu znajduje się wielki ogród z różnymi rodzajami kwiatów. Całość prezentuje się idealnie.
-To naprawdę nasz dom?! - piszczę.
-Tak, wejdźmy do środka. - proponuje.
Wbiegam do środka. Przedpokój jest dość ciasny, ale zdecydowanie starczy na dwie osoby.
-Twój pokój jest na górze. - uśmiecha się.
Biegnę po schodach, prawie potykając się o własne nogi. Gdy otwieram drzwi, zamieram.
Jest tu bardzo dużo miejsca. Ściany pokryte są jasnofioletową farbą. Mój ulubiony kolor! Naprzeciwko drzwi znajduje się wielkie okno, przez które wpada dużo światła. Po prawej stronie od wejścia stoi wielkie, dwuosobowe łóżko. Całe dla mnie! Nie mogę powstrzymać emocji. W starym domu miałam malutkie łóżeczko, ledwo co się w nim mieściłam. Po drugiej stronie prezentuje się białe biurko, a tuż obok niego szafa na ubrania, w podobnym kolorze.
Rzucam się na posłanie i od razu zasypiam.
-Jess, skarbie! - głos mojej mamy wyrywa mnie ze snu.
-Przepraszam, że Cię obudziłam, ale przed chwilą dzwonił Jacob. - dodaje.
-O cholera! - wyrywa mi się.
Chwytam za telefon i wybieram jego numer. Na pewno będzie bardzo wściekły.

niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 1.

-Jessica wstawaj! - słyszę przez sen głos.
Jestem bardzo niewyspana, nie chcę już wstawać.
-Wstawaj, dziś nasz dzień! - już niemalże krzyczy.
-Wstaję, już wstaję! - odkrzykuję, po czym zrywam się na równe nogi.
Nie mogę uwierzyć, że to już dzisiaj. Trudno mi rozstać się ze wszystkimi przyjaciółmi z mojego miasteczka. Fakt, nie jest ich wielu, ale jestem z nimi bardzo związana.
-Kochanie, wyspałaś się? - pyta mama, która wchodzi do mojego pokoju z kubkiem kawy pszennej dla mnie.
-Właściwie to nie. - odpowiadam, chwytając kubek.
-Jeżeli chcesz, możesz jeszcze raz pożegnać się z Jacobem. - mówi radosnym tonem. 
Prawie dławię się ciepłym napojem.
-Naprawdę?! - piszczę.
-Tak, naprawdę, ale pośpiesz się, bo za godzinę przyjeżdża ciężarówka, by zabrać nasze rzeczy do nowego domu. 
Gdy kończy mówić odkładam kubek i wbiegam do łazienki. Nakładam makijaż, na co dzień noszę go bardzo mało, ale postanowiłam, że dziś zaszaleję. Maluję oczy czarnym eyelinerem, którego nigdy nie miałam na sobie, a usta dopełniam jasnoróżową szminką. Nie mam pojęcia co zmusiło mnie do takiego odważnego posunięcia. Myślę, że po prostu chcę zrobić dobre wrażenie w nowym mieście. Moje blond włosy spadają mi na twarz, więc postanawiam związać je w prostego koka.
-Wychodzę! - mówię, gdy zmierzam w stronę wyjścia. 
-Okej, pamiętaj, godzina! - krzyczy z kuchni mama.
Przewracam oczami, po czym wychodzę.
Idę i rozglądam się po ulicach, nadal nie mogę uwierzyć, że widzę je po raz ostatni. Zanurzam się głęboko w myślach. Poznam tam kogoś miłego? Jaka będzie szkoła? Jak będzie wyglądała moja okolica, mój pokój? Pełno pytań siedzi mi w głowię, nie zauważam nawet, że stoję przed domem Jacoba, mojego najlepszego przyjaciela, który był przy mnie zawsze. Do oczu napływają mi łzy. Wycieram je szybko rękawem i pukam w drzwi. 
Chłopak otwiera je po krótkim czasie. Jest wyraźnie zdziwiony moją obecnością. 
-Jacob! - krzyczę i rzucam mu się na szyję.
-Jess, co Ty tu jeszcze robisz? - pyta, odwzajemniając mój uścisk. 
-Mama pozwoliła mi się z Tobą jeszcze raz pożegnać. - wyjaśniam.
-Będzie mi Ciebie bardzo brakować Jess, życie będzie inne bez Twojej osoby. - ściska mnie jeszcze bardziej niż wcześniej.
-Mi też będzie Ciebie bardzo brakować, za dwa lata, gdy skończę 18 lat, na pewno Cię odwiedzę, słowo. - mówię.
-Będziesz dzwonić? - pyta z niepewnością w głosie.
-Oczywiście! 
Uśmiecha się, gdy w końcu wypuszcza mnie ze swoich ramion. 
Rozmowa ciągnie się, aż nie przerywa jej dźwięk mojego telefonu. Gdy widzę napis na moim wyświetlaczu, zaczynam się bać. Odbieram.
-Co Ty sobie myślisz Jess? Mówiłam, masz godzinę! Pan od przeprowadzki zaczyna się denerwować i kończy się jego cierpliwość. Chodź tu natychmiast! - wrzeszczy do telefonu mama.
-Okej, przepraszam, bardzo przepraszam. Zagadałam się, już wracam. - odpowiadam, po czym przerywam połączenie. 
Jacob patrzy na mnie dziwnym wzrokiem. 
-Co się stało? - pyta.
-Moja mama jest bardzo zdenerwowana, miałam godzinę na pożegnanie z Tobą, ponieważ potem miał przyjechać koleś od przeprowadzki, muszę szybko wracać. - mówię zdenerwowanym głosem.
-Mogę podwieźć się moim skuterem, uhm, jeżeli chcesz. - mówi zawstydzony. 
-Nie, dziękuję, poradzę sobie. - odpowiadam, po czym rzucam mu promienny uśmiech.
-Cóż... - zaczyna.
-Dziękuję Ci za wszystko Jess, zawsze byłaś przy mnie w trudnych i dobrych chwilach. Przykro mi, że mnie opuszczasz, ale wiem, że to dla Twojej edukacji. Zawsze marzyłaś o dobrej, muzycznej szkole, ale nie wiedziałem, że wybierzesz Londyn, to drugi koniec świata. - mówi wpatrując się w moje oczy. 
-Jacob... - wyduszam z siebie.
-Dla mnie to równie ciężkie, nie chcę opuszczać tego miejsca, ale ta szkoła, to dla mnie ogromna szansa.
-Wiem. - spuszcza głowę. 
-Naprawdę muszę już iść. - jęczę.
Jacob podchodzi do mnie, a ja zerkam w jego ciemno brązowe oczy. Przytula mnie najmocniej jak potrafi. 
-Pa, Jess. Zadzwoń jak dojedziesz na miejsce.
-Pa Jacob, oczywiście. - odpowiadam i znikam za rogiem.