poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 2.

Łzy po raz kolejny napływają mi do oczu. Nie będę widywać się już codziennie z Jacobem, właściwie, to wcale nie będę go widywać. Biegnę z całych sił, by nie zdenerwować mojej mamy jeszcze bardziej, niż zrobiłam to parę minut wcześniej.
Gdy dobiegam do mojego domu, widzę, że czekają na mnie wkurzeni. Wciskam się na tylne siedzenie samochodu nawet się nie odzywając. Spoglądam na godzinę w moim telefonie, nieźle się spóźniłam. Mama siada koło mnie. Podróż mija bez słowa.
Gdy dojeżdżamy na lotnisko, w końcu pytam.
-A co z naszymi meblami? Wsadzą je w samolot? - chichoczę.
-O to się nie martw. - mówi mama, po czym dołącza do mnie.
Przez cały lot wpatruję się w okno i podziwiam widoki. Jest pięknie, naprawdę.
-W końcu! - rzucam, gdy wychodzimy z samolotu.
-Nasze meble są już w nowym domu. - mówi. Co? Jak to możliwe? Pytania cisną mi się na usta, jednak powstrzymuję się od ich zadania.
Czekamy na zimnym lotnisku, aż przyjedzie taxi, które zabierze nas do mieszkania. Jestem cała w nerwach, nie potrafię wyjaśnić dlaczego.
-No więc... - zaczyna.
-Bardzo stresujesz się nową szkołą?
-Tak, byłoby lepiej, gdybym dołączyła do niej na początku roku, teraz, gdy zaczyna się drugi semestr, wszyscy są podobierani w grupy. - wyjaśniam.
-Wiem kochanie, ale uwierz mi, dla mnie też jest to ciężkie. W Chicago miałam bardzo dobrą pracę, lubiłam ją.
Widzę, jak jej twarz posmutniała. Szkoda mi jej, naprawdę szkoda. Powinien być przy nas, w szczególności przy niej, mój tata. Ciekawa jestem co teraz robi i gdzie w ogóle się podziewa. Dobrze mu się układa w życiu? Moje myśli przerywa moja mama.
-Skarbie, chodź, taksówka przyjechała.
Podnoszę moją torbę, po czym podążam za nią. Jestem bardzo podekscytowana nowym domem.
Gdy dojeżdżamy, szczęka opada mi do ziemi.
Dom jest duży, ale nie za duży. Wokół rośnie dużo drzew od jabłoni, aż po grusze. Po lewej stronie domu znajduje się wielki ogród z różnymi rodzajami kwiatów. Całość prezentuje się idealnie.
-To naprawdę nasz dom?! - piszczę.
-Tak, wejdźmy do środka. - proponuje.
Wbiegam do środka. Przedpokój jest dość ciasny, ale zdecydowanie starczy na dwie osoby.
-Twój pokój jest na górze. - uśmiecha się.
Biegnę po schodach, prawie potykając się o własne nogi. Gdy otwieram drzwi, zamieram.
Jest tu bardzo dużo miejsca. Ściany pokryte są jasnofioletową farbą. Mój ulubiony kolor! Naprzeciwko drzwi znajduje się wielkie okno, przez które wpada dużo światła. Po prawej stronie od wejścia stoi wielkie, dwuosobowe łóżko. Całe dla mnie! Nie mogę powstrzymać emocji. W starym domu miałam malutkie łóżeczko, ledwo co się w nim mieściłam. Po drugiej stronie prezentuje się białe biurko, a tuż obok niego szafa na ubrania, w podobnym kolorze.
Rzucam się na posłanie i od razu zasypiam.
-Jess, skarbie! - głos mojej mamy wyrywa mnie ze snu.
-Przepraszam, że Cię obudziłam, ale przed chwilą dzwonił Jacob. - dodaje.
-O cholera! - wyrywa mi się.
Chwytam za telefon i wybieram jego numer. Na pewno będzie bardzo wściekły.

3 komentarze:

  1. Super! Coraz bardziej mi się podoba ^^
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. To dopiero drugi rozdział, a ja chyba chcę więcej! ; ^
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń