niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 10.

Czułam jak ciężko dyszy w moje usta. Czułam jego lekko chłodny oddech. Czułam... Nie! Nie mogę. Odepchnęłam go mocno, przez co wpadł na ścianę. Miał na sobie prześwitującą, białą koszulę z wycięciem w kształcie litery V. Było przez nią widać dobrze wszystkie jego tatuaże. Na nogach miał czarne dżinsy, które idealnie opinały jego nogi, a na stopach czarne nike.
-Silna jesteś. - uśmiechnął się wrednie robiąc krok w moją stronę.
-Jesteś nienormalny. O co tutaj chodzi? Jeszcze rano próbowałeś mnie obronić, przynajmniej tak myślę, potem upokorzyłeś mnie przy całej szkole, pobiłeś kolesia, który próbował mnie pocałować, a teraz... - nie zdążyłam dokończyć, bo przyłożył swój palec do moich ust.
-Za dużo gadasz. - złapał mnie w pasie.
-Łapy przy sobie. - niezdarnie je zrzuciłam.
Odwróciłam się do niego tyłem i oparłam ręce na umywalce. Po raz kolejny mój telefon zabuczał.
Josh: Gdzie jesteś? 
Ja: W toalecie. Jakaś laska wylała na mnie piwo, a plama nie chce zejść. Możesz mnie zabrać do domu?
Josh: Oh, przykro mi, ale trochę wypiłem. Nie jestem w stanie prowadzić, zostaję tu na noc.
-Świetnie! - wrzasnęłam do komórki zapominając, że Harry tu jest.
Podniósł brew i wyrwał mi telefon z rąk.
-Kiepsko. - zaśmiał się. Przewróciłam oczami i zabrałam to co moje, po czym wyszłam.
Debil: Czemu uciekasz? Nie podoba Ci się moje towarzystwo? 
Ja: Muszę znaleźć kogoś kto mnie odwiezie...
Debil: Nie dramatyzuj księżniczko. Potem Cię odwiozę, teraz zapomnij o tym i trochę się rozluźnij.
Ja: Pijany raczej daleko nie zajedziesz. 
Debil: Nie piję. Nie dziś. 
Ciekawe co to za okazja. Co ja mam teraz robić? Postanowiłam poszukać Josha i zobaczyć co robi. Nie zajęło mi to długo, siedział na dywanie w kole z jakąś grupą ludzi, których nie znam. Chwila. Rozpoznałam siedzącą koło niego laskę. To ta zdzira, która stała na korytarzu z Harry'm. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się chamsko.
-Ładna plama! - rzuciła, na co wszystkie oczy skierowały się na mnie i moją sukienkę.
-Daruj sobie te riposty. - wszyscy dookoła zaczęli buczeć wytykając ją palcem.
Przewróciła oczami i podeszła do mnie.
-Czego tu szukasz? To jest impreza, a nie biblioteka. - zaczyna działać mi na nerwach.
-O przepraszam, myślałam, że to impreza dla normalnych ludzi, a nie striptizerek. - uśmiechnęłam się do niej promiennie.
-Taka odważna jesteś? Hm... To może zagrasz z nami w butelkę?
Jak w to się gra? Chyba tylko ja tego nie wiem.
-Okej. Zagram. - rzuciłam jej chłodne spojrzenie.
-Nie, nie zagrasz. - ten głos.
Odwróciłam się i ujrzałam stojącego przede mną Harry'ego.
-Bo co? - parsknęłam.
-Właśnie, bo co? - dodała "dziewczyna" podnosząc na niego brew.
-Bo chciałaś jechać do domu. - złapał mnie za nadgarstek, po czym ciągnął mnie w stronę wyjścia.
Wyrwałam się z jego objęcia.
-Chciałam, teraz już nie chcę. Miałam się rozluźnić, więc proszę bardzo. - odwróciłam się i dołączyłam do koła. Harry usiadł pomiędzy mną a Joshem. Dupek.
Zaczęło mi się kręcić w głowie, gdy przypomniałam sobie, że przecież nie umiem w to grać. Świetnie. Przegapiłam szansę na szybki powrót do domu, ponieważ panna Brian musiała pokazać swoją stanowczość.
-Wyjaśnię jeszcze raz zasady, tak w razie co. - powiedział Josh patrząc na mnie. Czułam jak policzki mi płoną i stają się czerwone jak burak. -No więc kręcimy butelką, to w sumie bardziej pytanie lub wyzwanie, po prostu gramy z butelką, żeby było ciekawiej.
Okej, myślę, że kumam. To nie może być trudne.
-Kto zaczyna? - zapytałam.
-Ja. - odezwał się jakiś chłopak w okularach, który bez wahania zakręcił butelką.
Wypadła na... NA MNIE. Szczęście mnie dzisiaj nie opuszcza widzę.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Pytanie. - odparłam krótko, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Super.
-Okej. No więc... Z iloma facetami spałaś?
Mogłabym przysiąc, że słyszałam jak staje mi serce. Wszystkie oczy patrzyły prosto na mnie. Chcę natychmiast stąd zniknąć...
-No dalej... - pośpieszyła mnie jakaś laska siedząca obok mnie.
-Z nikim. - wydusiłam i spuściłam głowę na dół. Myślałam, że wszyscy będą się ze mnie śmiać, na szczęście zrobił to tylko Harry i dziewczyna, która puściła mu oczko.
-Okej, teraz Ty. - Josh przysunął butelkę bliżej mnie, a ją nią zakręciłam. Wypadło na Harry'ego. Uśmiechnęłam się podle pod nosem.
-Pytanie. - odparł od razu.
-Okej. Hm... Z kim z tego kręgu byś się umówił? - chciałam walnąć się w głowę za tak płytkie pytanie.
Spojrzał na mnie i podniósł brew. -Nie umawiam się z nikim.
-Dlaczego?
-Twoja ilość możliwych pytań się wyczerpała. Teraz ja kręcę.
Po raz kolejny wypadło na mnie.
-Czy ona nie jest przypadkiem zepsuta? - westchnęłam.
-Wyzwanie czy wyzwanie? - na usta wkradł mu się wredny uśmieszek, który tak dobrze znam.
-Ale śmieszne. - przewróciłam oczami. -Wyzwanie.
Wszyscy wydawali się być zszokowani moim słowem.
-Weź łyk piwa. - podał mi pełną butelkę.
Nie dam rady. Nie dam rady. Nie dam ra... dam!
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam pić. Smak był okropny, ale chciałam pokazać wszystkim, że nie boję się tego zrobić.
-Dobra, dobra! Starczy! - wyrwał mi napój z ręki.
-Oddaj! - byłam stanowcza.
-On ma racje kochanie. - odezwał się Josh. Na te słowa Harry podniósł na niego brew.
Mój telefon zadzwonił, a ja nie odchodząc od innych odebrałam go.
-Jessica, gdzie jesteś? Jestem u Ciebie. Twoja mama powiedziała, że idziesz do Emmy, a ona powiedziała, że się nie umawiałyście. - to Louis.
-Oj Louis, przyjacielu ty mój. Wyluzuj stary. - co ja wygaduję? Przecież to było jedno piwo.
-Piłaś coś?!
-Może. - zachichotałam.
-Gdzie jesteś? Podaj adres, zaraz tam będę.
-Harry, jaka to ulica? - spytałam półprzytomna.
-Harry tam jest?! Jess, obiecałaś... - odezwał się głos z telefonu.
Chłopak podniósł brew.
-Co obiecałaś? - podszedł do mnie.
-Ja, ja... - wziął komórkę, którą trzymałam w ręce. -Co chcesz? - parsknął przykładając urządzenie do ucha.
-Jeżeli ją skrzywdzisz...
-Ta, już to mówiłeś. - popatrzył na mnie.
Przełknęłam ślinę.
-Po prostu podaj mi ten cholerny adres Styles. - rozmowę było słychać bardzo dobrze, mimo głośnej muzyki.
-Nie trzeba. Odwiozę ją.
-Nie wsiądziesz za kółko, gdy jesteś pijany.
-Nie jestem pijany. - przewrócił oczami.
-Nie wierzę Ci. - głos Louisa był stanowczy.
-To masz kurwa problem. - rozłączył się i oddał mi telefon.
Co to było? Czemu tak bardzo chce mnie zabrać do domu?
-Zaraz będę z powrotem, tylko ją odwiozę. - Harry zwrócił się to wszystkich w kole.
Josh złapał mnie za rękę i gdzieś prowadził.
-Przepraszam, że to nie ja Cię odwożę, tylko ten dupek, ale za dużo wypiłem. - złapał mnie w tali i przycisnął do swojej klatki.
-Ta, jest okej. - przeniosłam wzrok z niego na Harry'ego idącego w naszą stronę.
Josh nachylił się, aby mnie pocałować, ale nie udało mu się to, ponieważ zielonooki pociągnął mnie za sobą w stronę wyjścia.
-Co Ty do cholery wyprawiasz? - zatrzymał go.
-Chcę ją odwieźć, ale mi to utrudniasz dupku. - ominął chłopaka.
Gdy staliśmy przed jego samochodem stanęłam i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Na co czekasz? Wsiadaj. - wyjął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił jednego.
-Nie.
-Nie? - wydawał się być zszokowany.
-Co to w ogóle było? - podniosłam brew.
Przygryzł dolną wargę i przeczesał ręką włosy.
-O, wybacz, że przerwałem Ci tą romantyczną scenkę.
Przewróciłam oczami z irytacją.
-Dupek. - rzuciłam i wsiadłam na miejsce pasażera.
Skończył palić papierosa, wsiadł i odpalił auto. Wpatrywałam się w widoki za szybą. Nie było tam nic ciekawego, ale chciałam się czymś zająć, byleby z nim nie rozmawiać.
-Zimno Ci? - spytał.
-Trochę. - przeniosłam wzrok na niego. Wyglądał tak dobrze, tak idealnie, mimo, że w samochodzie było ciemno, dobrze go widziałam. Przyglądałam mu się długo.
-Co? Coś nie tak? - spojrzał na mnie, gdy podkręcał ogrzewanie.
-Wyglądasz bardzo sexy. - nigdy więcej nie tknę alkoholu. Nigdy.
-Wiem. - uśmiechnął się pod nosem, na co przygryzłam wargę.
-Dlaczego masz tak dużo tatuaży? - dodałam.
-Bo mogę. - skupił się na drodze.
-Harry? - spytałam, wciąż nie odrywając od niego swojego wzroku.
-Hm?
-Czemu chciałeś mnie odwieźć? Przecież mógł to zrobić Louis. - pochyliłam się do przodu, by lepiej go widzieć.
-Bo na pewno gdyby przyjechał, to zrobiłby wielką awanturę i wszyscy by powychodzili.
O, czyli zrobił to dla imprezy. Ałć.
Przez resztę drogi nikt się nie odezwał. Gdy w końcu dotarliśmy przed mój dom, ujrzałam czekającego Louisa. Wyskoczyłam z auta i podbiegłam do niego, prawie potykając się o nogi. Objął mnie mocno i pogromił Harry'ego spojrzeniem, na co ten przewrócił oczami.
Louis złapał mnie jedną ręką w tali i prowadził do środka.
-Nie pożegnasz się ze mną? - odezwał się głos za nami.
-Nie. - odpowiedział Louis, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
-Zamknij się kurwa, bo oberwiesz w tą piękną buźkę. - jest nieźle wkurzony.
Chłopak puścił mnie z uścisku i podszedł do Harry'ego.
-No to dajesz. - pchnął go to tyłu.
Zielonooki zadał mu cios pięścią prosto w szczękę. Louis szybko podniósł się po ciosie i oddał mu tym samym, ale Harry ani drgnął. Zaczęli bójkę, a ja nie mogłam na to patrzeć, Ze łzami w oczach ciągnęłam za białą koszulkę i brązowe loki, aby go odciągnąć. Mocno odepchnął mnie jedną ręką, przez co upadłam na chodnik. Poczułam ból i spojrzałam na prawą nogę. Prawie zemdlałam, gdy zobaczyłam, że jest rozcięta i sączy się z niej krew.
Harry szybko podbiegł do mnie i kucnął.
-Jess ja... Ja nie chciałem, przepraszam. To było przez przypadek, nie zauważyłem Cię. - głos mu się łamał.
Chciał dotknąć rany, ale odepchnęłam jego ręce.
-Nie dotykaj mnie! - krzyknęłam, na co odsunął się i schował twarz w dłonie.
Louis pomógł mi wstać i dał mi się oprzeć na sobie. Doszliśmy do drzwi, a ja wiedziałam, że prawdziwe kłopoty dopiero mnie czekają.

______________________________________________________________

DOCEŃ MÓJ WYSIŁEK I SKOMENTUJ. TERAZ MOŻESZ TO ZROBIĆ RÓWNIEŻ ANONIMOWO. 
!NEXT = 15 KOMENTARZY!
______________________________________________________________

Notka: Przepraszam za opóźnienie. Mam nadzieję, że się podoba. Nie zapomnij o komentarzu- bardzo motywuje! :)

25 komentarzy:

  1. Kochana, muszę przyznać, że Twój blog jest... ZAJEBISTY!! Czytałam wiele, ale ten jest wyjątkowy. Mam nadzieję, że next będzie za niedługo. Życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie komentarze niesamowicie motywują, dziękuję! <3 Również życzę weny kochana :)

      Usuń
  2. No, no, no xdd
    To się wydarzył ;P
    Harry w co ty grasz?
    Raz jej nie lubisz, potem bronisz, wyzywasz, wyśmiewasz itd. Aż w końcu całujesz, odwozisz do domu i potem jeszcze ją popychasz ;c
    To nie fair Styles! Weź się ogarnij i zdecyduj ! ; c
    Lou, kochany przyjaciel : >
    W sumie to ciekawe czemu tak bardzo się nie lubią ;/
    Mam nadzieję, ze jakoś się dowiem, no chyba, że po prostu się nienawidzą tak jakoś od zawsze ;P
    Impreza cóż, była ciekawa? Chyba coś takiego xd
    Czekam na następny! ; *
    Pozdrawiam ; 3
    od-przyjazni-domilosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło. Widać, że czytasz, dziękuję, to bardzo motywuje! <3 Pozdrawiam :)
      PS: Czytam Twój blog, jest po prostu genialny!

      Usuń
  3. Łooo luju xd Co tu się dzieje :D Rozdział tak jak wszystkie Perfekcyjny ♥ Czekam na nn ;* Weny życzę ♥ :*

    OdpowiedzUsuń
  4. lubiee takie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Za każdym razem jak to czytam to mam dreszcze i rumieńce awww kofam po prosty <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdzial <3 !! Nie moge sie doczekac nastepnego !! ;** Życze weny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział. Czekam na Next z niecierpliwością ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Mega perfekcyjne *,* weny ^-^

    OdpowiedzUsuń
  10. Jezu jakie to genialne ! cudo. Nie moge sie doczekać next <3 PS. nie kończ w takich momentach! ;) xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, przynajmniej mam pewność, że wpadniecie na następny rozdział. ♥

      Usuń